tajne służby

21 11 2008

Nie wiem, nie wiem, ja nic nie wiem! A mniej wiesz – dłużej żyjesz ;)

Jakbym nie znała swojej koleżanki, współautorki i partnerki to realnie zwątpiłabym w jej normalność. Lecz jak to dzisiaj stwierdziłam – żeby móc z nią wytrzymać trzeba mieć dwa style bycia. Hmm.. kwalifikuję się :D

Szły szarą ulicą, ukryte nieszczelnie pod parasolem. Mijały kolejne witryny sklepowe wpatrując się w nie z wielką uwagą. Jedna w lewą, druga w prawą stronę. Nie, nie szukały żadnego zajebistego płaszcza czy sukienki na studniówkę. To nie było dla nich najważniejsze. Kto zawraca sobie głowę paroma szmatkami, kiedy każdy zrobiony krok przybliża do celu? Btw. cel był jeden, ale nie jestem w stanie zdradzić go – tajemnica służbowa. Wracając do szyb – szukały w nich odbicia potencjalnych wrogów. Nigdy nie wiadomo, czy starsza pani idąca z siatkami z Biedronki nie wyciągnie nagle z jednej z nich potężnego kałacha ;>

- Teraz uważaj, robimy zwód. Ja powoli odwracam się do tyłu, ty bierz mnie pod rękę i prowadź. Zachowuj się w miarę normalnie, ale nie spuszczaj oczu z kobiety w szarym. – jedna poinstruowała drugą. Za nimi powoli kroczył on. W szarym prochowcu i tupeciku na głowie nie był w stanie oszukać swoim wyglądem ich. Wiedziały, że tak właśnie ubierają się najbardziej zacięci w bojach ‘masażyści’. Trzeba było zrobić ostry zwrot. Jedna zaciągnęła na twarz swoją czapkę, jak zawsze kiedy przystępuje do roboty. Spojrzała w niebo – nadlatywali.

- Ej, to może jednak zamówimy tą pizzę z Da Grasso i nie będziemy tam szły? Akurat zanim ją przywiozą to wrócimy do domu. Ajj.. to o to im chodziło…

Jakby babka z britshita zadawała niewygodne pytania, to pamiętaj, że mnie nie znasz. Ona może być z nimi w zmowie. Bez odbioru.

?

Nie, nie – wcale nie zaczęłam pisać beznadziejnych opowiadań z serii ‘prawie kryminalnych’. Po prostu opisałam wczorajsze 2 godziny :P Olu – Howgh! :D

Ludzie to podstawa. Tym zdaniem odkryłam dlaczego świat jest taki, jaki jest – ryba zawsze psuje się od głowy ;)

Nie umiem mówić o muzyce z muzykami. Co ja, taka mała szara istotka mogę powiedzieć o tym co słyszę? Będę udawać, że mam pojęcie o aranżu? Ehh ja to sobie mogę.. posłuchać i ewentualnie popodziwiać :)

Wczoraj zaczęłam obserwować z zainteresowaniem niebo, o każdej porze dnia. Nie tylko gwiazdy są ciekawe, zwłaszcza, że przy takiej pogodzie ich nie widać :P Dzisiaj kolega na angielskim strasznie zdziwił się (i uśmiał :P ) jak po godzinnym gapieniu się w okno podzieliłam się z nim zauważeniem, że chmury strasznie szybką popieprzają po niebie :D A dymy z kominów? łuhuhu, te to już całkiem poddają się woli wiatru! Chciałabym znaleźć się tam, na górze, i móc spadać w dół, dając się ponieść.. Ale jednocześnie chcę żyć, więc moje zachcianki są średnio wykonalne ;)

Spojrzeliśmy dzisiaj na pseudo-historię Polski w pigułce. Kiedy usłyszałam, że apel z okazji 11stego listopada ma być ‘śmieszny’, byłam przekonana, że będzie obraźliwą szmirą. Ale nie był. Fakt, żeby Sarmatę przedstawić jako kibica Legii, trzeba mieć sporo wyobraźni.. Tak czy owak – było, minęło i lepiej, żeby nikt nie próbował iść w ślady P. Jarosiewicza, bo co za dużo, to nie zdrowo.

Btw. ostatnio słucham radia. Jeśli jeszcze raz usłyszę tekst ‘4 lata zapomnieć chcę nie da się przyjaciółką nazwać mnie’ , to obiecuję – oberwę głośniki spod sufitu i zapewnię im momentalne spotkanie z podłogą. Jak można robić takie piosenki?! Ludzie..

Widziałam dzisiaj na mieście kobietę, która z każdym krokiem miała coraz serdeczniejszy uśmiech na twarzy! Ej, może zareagowałam trochę agresywnie (‘A ta to niby co?! Wieczny banan?!’), ale byłam z niej dumna. Bo to nie taki banan, że człowiek że banan, tylko uśmiech. Fakt, ja sama potrafię śmiać się do siebie, ale ona patrzyła na MNIE i MNIE poczęstowała swoją radością! Niebywałe :)

Co? Krzyżmo!

Przyjaciół jednak się nie traci :) Był kiedyś blisko, potem sobie poszedł, a teraz jakby nigdy nic znów jest! Chociaż ‘gorzała mu mózg przeżarła’ :P

Przyjaźń.. Kiedy do przyjaźni dochodzi seks, to nadal jest ona przyjaźnią? Czy to tylko przyjacielski seks?

płaszczyzna cielesna + płaszczyzna duchowa => obydwie funkcjonujące jako tako <=> miłość

Nie przesadzajmy. Nie ma rzeczy tak prostych, a ta jest już zajebiście skomplikowana. W sam raz na długie, jesienne wieczory (jak ktoś nie ma nutelli :P ). Ale nie liczcie, że będę myśleć o tej sprawie :P Ostatnio soup operas zrobiły mi sieczkę z szarych komórek (które wg mojej mamy są już niebieskie) i sama się sobie dziwię, że napisałam tak ogromnego posta :D :D :D

Będę musiała przynieść zgodę od mamy, że mogę iść na własną studniówkę :(

Zdałam egzamin przedmałżeński na 4+ :) Mogę brać ślub i zabierać się za tą dwójkę dzieci i domek w górach :D

O, zapomniałabym – dorobiłam się Anioła Stróża :D Powiedziałam, że aby mnie doprowadzić do pionu trzeba używać argumentu siły (tak, siłą argumentu można mnie tylko przekonać – do pionu doprowadzę się już sama :P ) i walnąć mnie porządnie przez łeb, więc zamówił już baseballa :P

I tym pozytywnym akcentem się z Wami żegnam :P





urban&chic

3 09 2008

tam ta da dam.. tak sobie sama fanfary daję (dawać fanfary?!)żeby jakoś zacząć ten wpis… ffffff huuu wdech, wydech i ok. już mogę pisać. nie zaręczam co prawda,że w jakiś sposób będzie to miało sens, że nie bęzie jak zwykle streszczeniem kilku myśli i spostrzeżeń człowieka, którego psychika wymaga lekkiej poprawy,ale jeśli się przez to przebijecie i zrozumiecie cokolwiek to nic wam niestraszne, boo.. nawet ja nie do końca rozumiem co pisze. ;) to dopiero was zażyło.

Władza – gniazdo zakłamania
Każdy tylko w swoją kieszeń wkłada, nie wyjmuje
Społeczeństwo oszukuje i omamia
Mówią będzie lepiej lecz dla kogo, pytam się dla kogo?

no a teraz z innej beczki. dzień 3 szkoły, jakże szlachetna liczba. i po raz trzeci wchodząc do szkoły o mało nie cofnęłam się. WTF?! głośno, gwarno. no jasna cholera by to wzięła i to pierdzielenie o maturze, którego do stycznia i tak nikt nie będzie brał na poważnie?!normalnie.. ilośc ludzi i tłok na korytarzach!? wiem,że kilka dni i się przyzwyczaję. Jak ja dalej mam w głowie szum fal i całkowite poczucie bezkresu jakie ciągle mi towarzyszyło nad morzem? :P poza tym czuję się jak Don Kichot w walce z wiatrakami. ale dobra, starczy tego gadania o pietruszce i innych warzywach hodowlanych.

coś czuję,ze zaraz mnie wena opuści. Stwierdzam,że niestety ludzie często robią coś wbrew sobie. z pełną premedytacją, świadomością. Ale na boga,czemu potem narzekają i biadolą i pragną pocieszenia?! no sory. ja rozumiem,jak ktoś sobie nie zdaje sprawy,że coś pieprzy i potem.ale jak ktoś o tym wie. nie wiem czy nie zbaczam z tematu? :) nawet jeśli, to trudno. przy moich wpisach już się chyba nauczyliście wyrozumiałości :D

moja grupa z angola, właściwie parę osób uznało mnie,za na tyle odpowiedzialną,żebym zebrała kasę na książki. Miej ich w swej opiece panie,albowiem nie wiedzą,co czynią :P no ja i odpowiedzialność? mhmm.. jeszcze trochę i aureolka mi zacznie świecić nad głową.chociaż nie, nie przesadzajmy xD

to by było na tyle. i pamiętajcie spoko loko luz i spontan… ;)

i pamiętajcie!!! uśmiech nijcie się i pozwólcie innym uśmiechać się do was :) dobranoc :*