nie raz przegrałam z finlandią

17 08 2009

Biliński kazał mi pisać.

Denerwuje mnie stopień napiętości mojego kalendarza. Gdybym jeszcze wiedziała przynajmniej 3 godziny wcześniej, że coś się będzie działo. Ale nieeeeee, najlepiej przyjechać i zabrać. Albo zadzwonić, że się zaraz będzie. Albo w ogóle przyjechać z własnym jedzeniem i alkoholem i powiedzieć, że zaprosiło się DO MNIE ‘kilka osób’. Gratuluję pomysłowości, świetnie, oby tak dalej ;p Uprzedzam, niedługo skończy się ten luksus ;p I nie ma, że moja mama Cię lubi, P. ;p

Biliński jest mendą społeczną.

Od nienawiści blisko do miłości. Jak to dobrze, że ja nikogo nie nienawidzę xD Na ile można powiedzieć, że dno worka jest puste, na tyle można stwierdzić jaki ma się stosunek do człowieka. Nie lubisz kogoś – worek jest pusty. Hmm.. przychodzi co do czego, sprawdzasz zawartość worka. Ups, włożyłeś tam własną głowę, więc co z pustką? Kij z pustką, Twój zacny łeb wypełnił ją. Worek jest pełny – lubisz kogoś. Logika. Pieprzyć logikę.

Rób co chcesz, niczego nie żałuj.

W dupę mnie pocałuj…

Wyskoczył taki diabeł z pudełka i twierdzi, że jest mną. Można zdradzić siebie ze sobą? Odpowiedź jak zwykle zostaje dla Ciebie. Do meritum. Spojrzałam w zwierciadło z gigantycznym skrzywieniem. To co zobaczyłam, ktoś widzi codziennie rano w łazience. Nie zazdroszczę. Nie współczuję. W zamian dochodzę do wniosku, że chyba chciałabym wrócić do tego lustra. Czemu cyrki zawsze są obwoźne i zwijają się tak szybko jak pojawiają?..

Biliński idzie na medyka UJ!

Wcale mu nie zazdroszczę. Wcale nie zazdroszczę. Wcale nie zazdroszczę, że wykorzystał szansę, a ja nawet nie podniosłam rękawicy. Wcale. Kutwa, ja się tam dostałam.. Nie wracajmy do tego tematu ;p

hand

Przeważnie, zachowuję się poważnie
Przeważnie, nikogo nie drażnię

Przeważnie, słucham rad uważnie
Przeważnie, nie czuję się odważnie
Przeważnie, widać to po mnie wyraźnie
Otoczenie nie działa na mnie zakaźnie
Poprzez wyobraźnię kreuję własne ja

Pomysłów u mnie mnóstwo
Niczym w worku bez dna
Bądź co bądź być sobą to domena ma
Pokazy mody i żurnale nie obchodzą mnie wcale
Fason swój dobieram sam jak staruszka korale
Mam typ osobisty niczym dowód
I osobisty powód
By czuć się wygodnie, swobodnie

Polski rodowód w aktach
Opieram się tylko i wyłącznie na faktach
Pragnę być nietypowy, niepowtarzalny
Jednorazowy i oryginalny
Jeśli kopiuję to tylko w punktach ksero
Gdy ktoś powiela kogoś
Uważam go za zero
Mówię prawdę szczerą
Bo nie lubię gdy ktoś kłamie
Służę pomocą, nie na każde zawołanie
Mam własne zdanie i szereg racji
Niezmienny niezależnie od miejsca, czasu i akcji

Od A do Zet, do Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Lata lecą, a ja to wciąż ja

O nie! Nie zależy mi na tym by być kanonizowanym
Ja to ja, więc jako ja chcę być znany
Prawdziwym jak prawdziwek, nie jak sweter z anilany
Jedną zasadą wciąż motywowany
Bądź własną osobą
Bądź co bądź sobą
Niech twa osoba będzie Ci ozdobą
Nie jednorazowo, lecz całodobowo
Trafiam białym w czarne jak kulą bilardową
Oblicz pole podstawy jaką jest oryginał
Lub działania poletko, jeśli jesteś marionetką
To wroga sugestia, pożera cię jak bestia
Mów do serca bitu, bo tam jest amnestia
Od A do Zet, do Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa

  • Myślę, że więcej powiedzieć chyba nie mogłam.
  • Bardzo chciałabym powiedzieć, że jestem elastyczna.
  • Bardzo chciałabym powiedzieć, że umiem się dostosować.
  • Bardzo chciałabym powiedzieć, że umiem zaakceptować wszystko bez układania własnych, lepszych, scenariuszy.
  • Bardzo chciałabym mieć ciepłe dłonie.
  • Bardzo chciałabym widzieć przyszłość ludzi, którzy mnie denerwują.
  • Bardzo chciałabym gmerać ludziom w mózgach i móc psuć ich gabaryty tak, żeby zostało tylko gówno.
  • Bardzo chciałabym powiedzieć, że się kontroluję.
  • Bardzo chciałabym realizować postanowienia noworoczne.
  • Bardzo chciałabym mieć szklane pantofelki w rozmiarze 35, które by mi nie spadały.

Shit, prawie się udało.

Wybacz, ale czas nie pozwoli mi w najbliższym czasie zająć się pisaniem jak należy. Integrale, 14 dni moczenia się w SPA, 7 dni chlania z bananostwem, kolejne integrale. Jak widać, troszkę zajęta. Ale jeszcze sobie popublikuję, hej! ;D

Hmm.. może rzeczywiście się udało. Zadowolona z wpisu? :D

 





unplugged

24 07 2009

Mam wielkie wymagania. Kurczę, cóż za niefart. Teoretycznie, gdyby człowiek zadowalał się tym, co ktoś mu podsuwa, pewnie nadal królowałby komunizm. (Hmm.. wiem, wiem – pisze to trochę nieodpowiednia osoba xD A jednak!) Praktycznie nie ma ludzi samowystarczalnych. Gdyby byli, świat pewnie zamieszkiwałoby o wiele mniej hołoty, bo przecież żeby samemu sobie zapewnić wszystko, ale to absolutnie wszystko, trzeba mieć nielada potencjał i nie mniejsze możliwości.

W gruncie rzeczy kręcimy się ciągle w kółko. Szczegóły na temat mieszkania podaje żona – dokładniej nr męża. Mąż pokazuje mieszkanie – zamiast tego podaje nr mamusi. Mamusia  wie o co chodzi – ale chce dać kontakt do lokatorów. I kto na tym najwięcej skorzystał? Mój operator ;]

Warszawa, nie Kraków. Wiem, też sobie współczuję :P

Aby wejść do gry, trzeba było zapłacić. Pierwsza baza zaliczonaaaa! Druga.. oj, proszę Państwa, były pewne problemy, jednak również się udało. Całe szczęście, że our game consist of only 3 levels. Jest mieszkanie, jest umowa, są pieniądze. Jeszcze nie ma podpisu, ale to tylko kwestia kilku godzin. Mam nadzieję.

M. – Jeśli poczuję, że to to, to musi być TO.

Marian – O tak, ja też.

Miałyśmy tyle szczęścia, że to naprawdę jest TO :D

Przeciwieństwa się przyciągają? On dresik, ona intelektualistka. Niby trochę mózgu można mu uratować, ale nie więcej niż pół. Ile można rozmawiać o pogodzie? Chociaż.. dresopochodne filozofie i pomysły życiowe mogą być urocze. Ileż w tym niewinności! W pewnym stopniu przecież taki człowiek też się z całego serca stara i wytęża swoje zasoby pofałdowań, żeby ukuć choć jedno mądre zdanie. Tylko te przerwy.. jak na tvn. Pozwolę sobie przytoczyć zdanie Oli:

O – Myślisz, że jak taki ma IQ równe 10, to w pochwę nie trafi?

Zawsze jakaś korzyść. W końcu właśnie inteligentna dziewczyna powinna wiedzieć czego chce. Tulipanik z lecha? Dlaczego nie ;P

Krótko mówiąc: nie, bo nie.





pamiętniczku, nakryj się!

12 02 2009

wyszłam

będąc w środku nie widzę

nic nas nie rozłączy

na pewno

wy.my.oni.

punktuadelia w zmysłowolni

obok

w sukni białej

u św. Anny

Późna jesień. Nawet nie zauważyłam kiedy.

Czekasz na jakiś dzień, on przychodzi i.. i jest. Co z nim zrobić? W niebieskiej sukience łapiesz łzy spadające na grzywkę osoby przed Tobą. Klęczy? Nie.. nie chcesz pierścionka.. Sięgasz dłonią do tych dłoni. Juzus? Co On tam robi?

Spodziewasz się czegoś innego, wymyślasz setki scenariuszy, ustawiasz kamerę na tysiące sposobów, nucisz odpowiednie melodie. Staje się. Pyk, i znika. Co się po kolei działo? Jak patrzył? Co słyszałaś? Pustka. Chwila zbyt krótka, żeby ją zapamiętać.

Zbyt długa, żeby zapomnieć.

00:27

nie

usprawiedliwiam

priorytety

Zrobisz to samo. Ustawisz kolory. Sama dla siebie.

szkoda

taka dziewczyna

góry, domek, dwójka dzieci

Też tak umiesz. Widzisz drogę, znasz okolicę. Same profity. Cena? Przecież sprzedajesz – to Tobie płacą. Stracisz. Zyskasz.

‘muszę tam być

po przyszłość’

Wiesz, że się nie zmieni.

Wiesz, że się nie zmienisz.

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Kolejny największy błąd jej życia. W jego obliczu wszystkie mechanizmy obronne zawiodły – musiała zniknąć. Opuściła bezwiednie swoje zarażone ciało.

Nie, nie szukała antidotum. Żeby je znaleźć musiałaby wiedzieć co jest trucizną powodującą ten niewyobrażalny stan, w którym się znajduje. Musiałaby obwieścić to sobie i swojej drużynie, która wyruszyłaby na poszukiwanie odtrutki.

Musiałaby w końcu przyznać sama przed sobą, że te dwie maleńkie, czerwone plamki na jej szyi to nie oczulenie na wspomagacz smaku E260, ale ugryzienie.  Wolała wyjśc z siebie i stanąć obok niego.

Stanęła obok siebie. Patrzyła markotnie na besilne podrygiwania swojego trupa.

Kiedy znudził ją ten groteskowy obraz odeszła zajmując jego miejsce w swojej patologicznej rodzinie. Obserwowała szczeście o imieniu na P swojej marnotrawnej siostry, zachwycała się płynnym szczęściem swojego brata, pociąganym wprost z destylarni, upajała się radosnymi uniesieniami swojej siostry prostytutki. Do żywego przejęła się problemem najmłodszej przyrodniej siostry z czwartego małżeństwa matki – brakiem partnera na coroczne święto kiczu i depresji. Wpłynęła więc na suchego przestwór korytarza i wybrały potencjalną ofiarę: niewyrośniętego imigranta ze stepów Kazachstanu. Spotkała go u logopedy, gdzie przyprowadził swoją kaczkę z wadą wymowy (gdakała miast kwakać) i został bez wyjścia. Tzn. z wejściówką w kieszeni.

Zaczęła się garnąć do ludzi, jak mysz do kawałka sera w pułapce. Pomimo fioletowości swoich szarych komórek wiedziała, że przytrzaśnięty ogonek to nic miłego. Skubała kąsek tylko z daleka, okryła go, żeby nie było mu zimno, wachlowała gdy było mu gorąco. Słowem zaczęła żyć tylko dla niego, myśląc, że nie ma innego wyjścia. Najbardziej dokuczliwe są chore układy. Jednak kiedy brzuszek zaczął przyrastać jej do kręgosłupa stwierdziła odkrywczo, że to chyba nie jest szczęście. Musiała poszukać swoich zwłok.

Nie.

Obraz nędzy i rozpaczy. Co ono narobiły jak mnie nie było?! W co się naplątało?! Ehh ciało, ciało.. Otrzepać się i do przodu. Ale plamki się rozrosły w wielkie dziury. Widać przez nie serce.. Yy.. Kto..

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Męski punkt widzenia.

Raz po raz ktoś pytał, dokąd idę. Nie dopowiadałem, nie mówiłem, w ogóle się nie odzywałem. Jak przyznać się do tak nieskończonego frajerstwa? Co miałem powiedzieć, że szukam Najpiękniejszego Miejsca Świata? Dla większości to pewnie tylko rudera nad brudnym jeziorem, w środku zapuszczonego lasu. Gdy pierwszy raz tu trafiłem myślałem tak samo.

Dom, jak dom. Mały i stary. 50 metrów za nim jest jezioro. Zejście piaszczyste, ale niepodobne do plaży. Nad samym brzegiem stoi huśtawka, wysoka na kilka metrów. Naokoło rosły tylko dzikie krzaki i drzewa. Gdy spojrzy się na dom z daleka widać odrywający się tynk, powyłamywane okiennice i połatany byle jak dach. Wysłużone drzwi nie raz doświadczyły drapania psów. Cały dom składa się z kuchni, łazienki, jednego pokoju i poddasza. Jedynymi sprzętami są stół kuchenny, dwa krzesła oraz łóżko na piętrze. W pokoju na dole uwagę przykuwa czarna dziura w ścianie, zapewne służąca jako kominek. Łazienka wyłożona niemodnymi niebieskimi kafelkami, z żadnego kranu nie leci woda – za to w rurach gra pajęcza orkiestra.

Wszystko pasowało mojemu nastrojowi. Chciałem zostać sam, zniknąć, wtopić się w tło. Siedziałem więc w pokoju i oglądałem wiszące obrazy. Jeden z nich przedstawiał kobietę, łudząco przypominał „Dziewczynę z Perłą”. Na przeciwnej ścianie wisiał plakat przedstawiający boski palec i wyciągniętą rękę człowieka. Dziwne połączenie. Widocznie poprzedni właściciel miał wysublimowany gust… Wpatrzyłem się w tę rękę, która decydować miała o losach ludzkości… o moich losach. Kiedy ktoś zastukał do drzwi byłem pewien, że to Pan Bóg. No i nie myliłem się. Pan Bóg przyszedł do mnie w ciele Najpiękniejszej Kobiety Świata. Byłem w osłupieniu, że Ona tu jest. To po pierwsze. Po drugie byłem w osłupieniu, że ja tu jestem. Z Nią. Co krok zrobiła, to ja w panikę, że krok robi. Już jak ja się do niej zbliżyłem, to byłem w zdumieniu, że się zbliżam. O, k…. zbliżam się! O, k… jestem blisko! O, k… odezwałem się! O, k… popatrzyła na mnie! O, k.. mówi do mnie! Takie okrzyki wznosiłem w duchu. W nich też tkwiła istota powodzenia. To one miały mi pomóc uprzytomnić sobie co się dzieje. Jednak z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk. Za to Ona podeszła, kazała mi rozpalić ogień i wyszła. Zrobiłem to i czekałem. Nie wiedziałem czy wróci. Poszedłem na poddasze i dotykałem palcami wyżłobionych na suficie liter, które układały się w słowa „kocham Marka – Beata”, albo „K+O=WM”. Położyłem się na łóżku zastanawiając się, co romantycznego mogli widzieć ludzie w tej budzie, żeby wypisywać wszystkie te bzdury. Irytowało mnie trzeszczenie kiczowatego baldachimu nad łóżkiem, więc zszedłem na dół po skrachciałych schodach. Zobaczyłem przez okno Ją siedzącą na huśtawce. Podszedłem cicho po dróżce wyłożonej kamieniami. Spojrzała na mnie swoimi pięknymi, błękitnymi oczami. Dojrzałem w nich smutek. Pchnąłem kilka razy tę starą huśtawkę. Mechanizm zajęczał i powoli Najpiękniejsza Kobieta Świata zaczęła wznosić się w powietrze. W tafli jeziora zatapiało się słońce. Jego czerwień współgrała z czerwienią Jej sukienki. Jej jasne włosy zdawały się płynąć razem z wodą w jeziorze. Drzewa rzucały złowieszcze cienie, ale czułem, że wszystko się ułoży. Przynajmniej na chwilę. Podałem rękę mojej drogiej Przyjaciółce i poszliśmy razem do domu.

Dom, jak dom. Maleńki i uroczy. 50 metrów za nim jest jezioro z najczystszą wodą jaką widziałem. Piasek przy zejściu tak przyjemny, że chciałoby się tam skakać boso. Wysoka huśtawka zdawała się unosić swojego pasażera do samego nieba, do gwiazd. Krzaki i drzewa wokół zdają się osłaniać to miejsce przed złością i zabieganiem całego świata. Gdy spojrzy się z daleka na dom, wydaje się, że czas wyskrobał na tynku jego historię. Jakby ktoś chciał, mógłby się tam dopatrzeć największego dzieła sztuki. Okiennice przypominają czasy sprzed stu lat, kiedy kobiety wyglądały z nich utęsknionymi oczami wypatrując swoich narzeczonych. Łaty na dachu pokazują, że ktoś dbał jednak o ten dom i nie odważył się wymienić do na nowszy. Wysłużone drzwi pewnie nie raz doświadczyły emocji domowników, kiedy to po ogromnej kłótni mąż wybiegał z domu, żeby za chwilę wrócić i wziąć w ramiona swoją ukochaną żonę. Cały dom składa się z kuchni, łazienki, jednego pokoju i poddasza. Wszystko jest tak przytulne, że gościowi chce się przytulić do którejś ze ścian i podziękować im, że są. W kuchni stoi stół i dwa krzesła. Jeszcze czuć zapach romantycznych kolacji spożywanych przy świecach przez dwójkę zakochanych. W pokoiku na dole nie ma nic oprócz kominka i skóry na podłodze – widocznie kochankom nie potrzeba było nic prócz ich samych. Ciepło wydobywające się z paleniska i lekkie światło pochodzące od ognia tworzy nastrój tajemniczości i zarazem spokojnego ukojenia. Na poddaszu stoi łóżko z baldachimem – pewnie pozostałość po odosobnionym raju kochanków.

Wszystko się zgadzało. Moje palce wprawnie rozpinały jej sukienkę i guzikom jej sukienki podobały się moje palce. I jej sukience podobało się, że zsuwa się z ramion, i jej ramionom podobało się, że zsuwa się z nich sukienka. Zapięcie jej biustonosza chyba poczuło niedosyt, że moje palce zajęły się nim tak krótko, ale moje palce były dumne z siebie. Jej pasowi do pończoch, który ująłem na wysokości bioder, podobała się siła moich dłoni, a moim dłoniom podobały się pończochy zdobiące jej nogi. Pończochom podobało się, że zmusiłem Najpiękniejszą Kobietę Świata, by na chwilę usiadła. Wiedziały, że najlepiej wyglądają na wyprostowanych nogach, i doskonale wiedziały, że jak mają się z jej nóg zsuwać, to przecież nie na stojąco. I zsuwały się niczym fala odsłaniająca ciało Afrodyty.

Miałem w łóżku Najpiękniejszą Kobietę Świata w Najpiękniejszym Miejscu Świata. Jak tam wrócić?

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Podobno jak wszystko dobrze się układa, to człowiek staje się mniej czujny. Zaczyna się myślenie ‘do przodu’, a nie ‘na boki’. Zwraca się wtedy uwagę na przyszłość, a kompletnie olewa teraźniejszość. Mówi się, śmieje się, bawi się – a środowisko jest czujne. Przestaje się patrzeć na kogoś jak na swoją przyjaciółkę, nowego znajomego, czy byłego chłopaka – stają się oni po prostu ludźmi. Ludzie jak ludzie – wszyscy tacy sami, jedna wielka szara masa. Traktuje się ich tak samo, bo i dlaczego ma się kogoś uważać za szklaną kulkę? Była przyjaźń, była miłość, była nienawiść, była złość. Wszystko czas przeszły. Czas przeszły ma to do siebie, że nie odnosi się do teraźniejszości.

pierdolę

Jedno słowo. Ale za każde swoje jest się odpowiedzialnym. Odpowiedzialność za słowo, to gotowość do przyjęcia krytyki, gotowość do zrozumienia ewentualnego błędu i umiejętność przeproszenia, gdy słowo kogoś zraniło. Dlatego najlepiej jest komentować czyjeś słowa wprost do autora. Nie do odbiorcy, nie do czytelników, nie do słuchaczy – do autora. AUTORA.

Ja pierdolę!

Jedno zdanie. Ale za każde swoje zdanie jest się odpowiedzialnym. Odpowiedzialność za zdania wygląda podobnie jak ta za słowa. Analogicznie również powinny wyglądać komentarze do zdań.

Kiedy ktoś przenosi słowa/zdania, staje się ich nowym autorem. Odpowiedzialność przechodzi na niego. Słuchacz nie ma żadnej pewności, czy rzeczywiście osoba cytowana wysłała dany komunikat, czy też może osoba cytująca nie zrozumiała źle tej pierwszej, bądź po prostu, po ludzku nie przekręciła komunikatu. Ale zazwyczaj wierzy się osobom donoszącym, a nie osobom oskarżanym. A właśnie, bo kiedy się donosi, to zazwyczaj nic dobrego z tego nie wynika..

Nie wracam do przeszłości. Wiesz jaka jestem – chamska, wredna i niesympatyczna. Moje słowa często mają 3. dno, ale.. ale dlaczego doszukujesz się go akurat w tych, które są żartobliwe, płaskie, płytkie? Trudno zrozumieć człowieka, łatwo mu przypisać daną postawę.

Jak zachowa się książę, gdy znajdzie się wśród plebsu? Zacznie zachowywać się jak oni, czy też zachowa swój szlachetny bon ton? Zapewne obydwie opcje zostaną skrytykowane. Dlaczego? Bo książę jest zbyt silną postacią, żeby go chwalić. Księciu się zazdrości. Patrząc na księcia szuka się dziur, plam, niedogolonych policzków. Zastanów się,  czy warto uwierzyć wieśniakowi, który raz zauważył wypalony ślad w rękawie księcia. Może to był tylko cień, a umysł wieśniaka pragnącego w końcu mieć co mu wytknąć wyprodukował sobie resztę?

Straciłam jedną osobę z załogi. Dziękuję za owocną współpracę i życzę powodzenia na nowej drodze życia.

Definitywnie zmieniam środowisko. Uczę się na błędach, nawet cudzych.

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Co jakiś czas nachodzi mnie przerażający Smęt, który chce bezceremonialnie wkroczyć w moje myśli i zająć ich przerażająco dużą część. Moje myśli, jak niezbyt powszechnie wiadomo, ogromnie szybko galopują i powstrzymać je niełatwo. Dlatego też wyrzucam Smęta za drzwi pokoju, za okno, za róg. Ale co z nami będzie jak znajdziemy się na zakręcie? P

Reguły są po to, żeby je łamać, jak przekornie głosi wymyślona na rzecz nieomylnych ludzi formuła. Niestety, jak to bywa z takimi regułami, nie pasuje mi ona. Nie ma filozofii życia, jest tylko technika. Technicznie więc rzecz biorąc, nie powinno się łamać reguł dla zasady, bo szlag trafi wszystko. Zresztą, nad czym ja się rozwodzę – przecież wszystko i tak zostało stworzone, powiedziane, wymyślone na potrzeby mechanizmów obronnych. Sami siebie tłumaczymy, sami siebie usprawiedliwiamy, sami sobie wymyślamy wymówki. Niektórzy idą dalej i tłumaczą innych, innych usprawiedliwiają i innym wymyślają wymówki. Ktoś młodszy, nieświadomy i bardzo chętny zgłębienia tajemnic świata bierze się za ten shit i nieświadomie wchodzi w koło – dalej tłumaczy, usprawiedliwia, wymyśla. Jednak życie z jedną w miarę sprawnie działającą półkulą mózgu jest bardziej pociągające.

Nie warto walczyć, gdy nikt nie patrzy, nie warto pisać gdy nikt nie czyta. Żaden autor twierdzący, że pisze dla siebie i nie obchodzą go czytelnicy nie jest szczery. Owszem, każdy tworzy dla siebie – ale nie chodzi tu tylko o zapisanie kilku stron taniego zeszytu 60kartkowego, ale o reakcje ludzi czytających.

Akceptacja zawsze dla mnie była domeną ludzi słabych. Zmieniłam zdanie – tylko cholernie silna bestia potrafi zaakceptować każdą sytuację. Owszem, przejść z czymś do porządku dziennego – łatwizna. Lecz sprawić, by coś nie siedziało w kącie ostatniej szufladki po prawej stronie i nie wyłaziło na wierzch o 1:37 w nocy.. już gorzej. Nie ma dla mnie nic gorszego niż bezsilność. Fakt faktem – zawsze można coś zrobić i o tym jestem przekonana. Tylko nie zawsze jakiekolwiek wyjście jest właściwym wyjściem. Czasem lepiej poczekać w przedpokoju aż kochanka męża schowa się w szafie, niż wejść i nakryć ich na gorącym uczynku. Ehh przykład chyba ma się do tematu bezsilności jak pięść do parapetu, ale musi zostać. Bo pokazuje, że lepiej mi było się nie ośmieszać i nie podawać przykładu, niż silić się na byle co. [Właśnie podanie przykładu zostało wykorzystane jako właściwy przykład] W każdym razie – lepiej przełknąć brak dobrej opcji i przejść do wyższej szkoły akceptowania trudnych warunków, niż na siłę zmieniać sytuację choć wiadomo, że może być tylko gorzej. Nie, nie mówię tu o porzucaniu szans – mówię tylko o nie myleniu szansy z pułapką.

Mówi się, że zawsze dobrze na coś czekać. Eetam, dla niecierpliwego człowieka to tylko kolejny problem. Lepiej pomyśleć o kolejnym odcinku Mody na sukces – przynajmniej pewne, że niedługo zostanie wyemitowany.

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Mhm, usłyszałam ostatnio ciekawe zdanie, a dokładniej zarzut.

Kurwa! Zachowujesz się gorzej niż kurwa! Bo i kurwy kogoś szanowały..

Prawda? Nie wlepiam tego w kanon opisu mojej osoby, ale.. we wszystkim jest ziarnko prawdy (podobno). Obejrzyjcie inne beczki ->

Musiałam pójść.

Poszłabym spać.

Spałabym marząc.

Marzyłabym wiedzieć.

Wiedziałabym widząc.

Widziałabym będąc.

Byłabym żyjąc.

Żyłabym mogąc.

Mogłabym chcieć.

Chciałabym dać.

Dałabym biorąc.

Brałabym stojąc.

Stoję i pójdę.

Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.

Mało osób umie uszanować Ciało i Krew Jezusa. Kto idąc do ołtarza wierzy, że za chwilę będzie miał w ustach zmartwychwstałego Brata? Wiara czyni cuda – nic dziwnego, że za dużo cudów nie ma..

Jestem.

Taka sama, nie zawsze, przeważnie.

Dla Ciebie inna, dla niego taka sama.

Widzę gdy patrzę? Nie zawsze, nie zawsze.

Potępiaj, potępiaj – bez tego nie zasnę.

Komentarz, natura, zły urok zająca.

Urojenia w mej głowie.

bezkońcabezkońca

Chwalebna idea, obłąkańcze drgania.

Cichego światłowstręt urąga wygnania.

Not to be.

Bezbłędnie szalony rachunek mniejszości niewielkiej nie mógł się oprzeć słabości.

Najbardziej pożądane są właśnie wady.

Kochamy ludzi za krzywy nos, za skłonność do kłamliwości, za wielki tyłek, za chamstwo. Przesadzam, wiem, jak zawsze przy generalizacji. Generalizacje nie są złe. Bez nich nie dałoby się teoretyzować, a więc nie dałoby się myśleć. Wracając, lubimy ludzkie wady. Ludzi, których największe wady są ich zaletami się boimy. Boimy się tak bardzo, że chcemy ich odsunąć, zniszczyć – tak bardzo przypominają o Boskiej nieomylności.

Tyranizuj.

Trzymaj silną ręką, nie daj się oszukać.

Nie da się rządzić w imię demokracji.

Trzystu nigdy nie wygrało swych racji.

Jedynak najlepszym władzy dziedzicem

bez chorych ambicji, przesmagany biczem.

Pacyfikację przeprowadzić – mordując opozycję, rodzinę opozycji i znajomych rodziny opozycji.

Niezgoda? Niezgodą zgodę się buduje

wiadomo kogo skrócić o głowę,

kiedy baranka na drzwiach nie wyrysował w porę.

Baranek ma dwie głowy?

A to ci heca!

Baranka zatrzymamy – właściciela do pieca.

Niszowa, niszowy, niszowe, niszowi.

Nie dziel sobą,

inny to zrobi.

Jedyność przysparza człowiekowi wielu kłopotów. Najlepszy jedynak musi mieć ogromny kontakt ze swoimi poddanymi. Obywatele muszą czuć ciągłą obserwację, ciągła kontrolę – inaczej zaczną sobie czcić bożków z brązu. Bóg miał trzy osoby. Jedynak praktycznie też – ustawodawca, wykonawca i egzekutor.

Wzięło się to wszystko, jak zazwyczaj, z mojej głowy. Za dużo historii się tam ostatnio gnieździ. A propos, 20/20 z pracy z histy P Przy 4 i 3 z testu i tekstów źródłowych to jednak mały sukces, ale sam fakt się liczy. Dajcie mi na maturze taki temat! No prrroszę D

A wiecie, że większość Małgorzat – czy to księżnych czy królowych czy arystokratek – była bezpłodna? A te co już były płodne rodziły jednego okrutnego synalka. Ciekawa perspektywa..

Jutro Rada. Jakoś mnie to średnio nosi, obowiązek obowiązkiem – trzeba to trzeba. Posługa dla ludu i te sprawy – jednak trzeba odpowiedzialnie piastować swoje funkcje.

Ostatnio moje ulubione powiedzonko (wiem, wiem, że Komuś zabrane P ):


NIEKTÓRYCH RZECZY NIE PRZESKOCZYSZ!

Może nie całkowite, ale jednak pogodzenie się z losem najbardziej procentuje. Wkurwiać się tylko po to, żeby potem i tak nie zobaczyć pożądanych efektów? Heh, z tego pieca już mi chleba wystarczy. Próbujemy czegoś innego – działania na full, ale z realnym rozpatrywaniem wszystkich czynników stymulujących.

Brawissssimo D

 

 





zaprzeczysz

1 02 2009

Co jakiś czas nachodzi mnie przerażający Smęt, który chce bezceremonialnie wkroczyć w moje myśli i zająć ich przerażająco dużą część. Moje myśli, jak niezbyt powszechnie wiadomo, ogromnie szybko galopują i powstrzymać je niełatwo. Dlatego też wyrzucam Smęta za drzwi pokoju, za okno, za róg. Ale co z nami będzie jak znajdziemy się na zakręcie? :P

Reguły są po to, żeby je łamać, jak przekornie głosi wymyślona na rzecz nieomylnych ludzi formuła. Niestety, jak to bywa z takimi regułami, nie pasuje mi ona. Nie ma filozofii życia, jest tylko technika. Technicznie więc rzecz biorąc, nie powinno się łamać reguł dla zasady, bo szlag trafi wszystko. Zresztą, nad czym ja się rozwodzę – przecież wszystko i tak zostało stworzone, powiedziane, wymyślone na potrzeby mechanizmów obronnych. Sami siebie tłumaczymy, sami siebie usprawiedliwiamy, sami sobie wymyślamy wymówki. Niektórzy idą dalej i tłumaczą innych, innych usprawiedliwiają i innym wymyślają wymówki. Ktoś młodszy, nieświadomy i bardzo chętny zgłębienia tajemnic świata bierze się za ten shit i nieświadomie wchodzi w koło – dalej tłumaczy, usprawiedliwia, wymyśla. Jednak życie z jedną w miarę sprawnie działającą półkulą mózgu jest bardziej pociągające.

Nie warto walczyć, gdy nikt nie patrzy, nie warto pisać gdy nikt nie czyta. Żaden autor twierdzący, że pisze dla siebie i nie obchodzą go czytelnicy nie jest szczery. Owszem, każdy tworzy dla siebie – ale nie chodzi tu tylko o zapisanie kilku stron taniego zeszytu 60kartkowego, ale o reakcje ludzi czytających.

Akceptacja zawsze dla mnie była domeną ludzi słabych. Zmieniłam zdanie – tylko cholernie silna bestia potrafi zaakceptować każdą sytuację. Owszem, przejść z czymś do porządku dziennego – łatwizna. Lecz sprawić, by coś nie siedziało w kącie ostatniej szufladki po prawej stronie i nie wyłaziło na wierzch o 1:37 w nocy.. już gorzej. Nie ma dla mnie nic gorszego niż bezsilność. Fakt faktem – zawsze można coś zrobić i o tym jestem przekonana. Tylko nie zawsze jakiekolwiek wyjście jest właściwym wyjściem. Czasem lepiej poczekać w przedpokoju aż kochanka męża schowa się w szafie, niż wejść i nakryć ich na gorącym uczynku. Ehh przykład chyba ma się do tematu bezsilności jak pięść do parapetu, ale musi zostać. Bo pokazuje, że lepiej mi było się nie ośmieszać i nie podawać przykładu, niż silić się na byle co. [Właśnie podanie przykładu zostało wykorzystane jako właściwy przykład] W każdym razie – lepiej przełknąć brak dobrej opcji i przejść do wyższej szkoły akceptowania trudnych warunków, niż na siłę zmieniać sytuację choć wiadomo, że może być tylko gorzej. Nie, nie mówię tu o porzucaniu szans – mówię tylko o nie myleniu szansy z pułapką.

Mówi się, że zawsze dobrze na coś czekać. Eetam, dla niecierpliwego człowieka to tylko kolejny problem. Lepiej pomyśleć o kolejnym odcinku Mody na sukces – przynajmniej pewne, że niedługo zostanie wyemitowany.

Tym optymistycznym akcentem, kończę na dziś, bo czekają na mnie pijackie wywody mojego Mistrza :)





meet me in the red room

5 01 2009

Mhm, usłyszałam ostatnio ciekawe zdanie, a dokładniej zarzut.

Kurwa! Zachowujesz się gorzej niż kurwa! Bo i kurwy kogoś szanowały..

Prawda? Nie wlepiam tego w kanon opisu mojej osoby, ale.. we wszystkim jest ziarnko prawdy (podobno). Obejrzyjcie inne beczki ->

Musiałam pójść.

Poszłabym spać.

Spałabym marząc.

Marzyłabym wiedzieć.

Wiedziałabym widząc.

Widziałabym będąc.

Byłabym żyjąc.

Żyłabym mogąc.

Mogłabym chcieć.

Chciałabym dać.

Dałabym biorąc.

Brałabym stojąc.

Stoję i pójdę.

Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.

Mało osób umie uszanować Ciało i Krew Jezusa. Kto idąc do ołtarza wierzy, że za chwilę będzie miał w ustach zmartwychwstałego Brata? Wiara czyni cuda – nic dziwnego, że za dużo cudów nie ma..

Jestem.

Taka sama, nie zawsze, przeważnie.

Dla Ciebie inna, dla niego taka sama.

Widzę gdy patrzę? Nie zawsze, nie zawsze.

Potępiaj, potępiaj – bez tego nie zasnę.

Komentarz, natura, zły urok zająca.

Urojenia w mej głowie.

bezkońcabezkońca

Chwalebna idea, obłąkańcze drgania.

Cichego światłowstręt urąga wygnania.

Not to be.

Bezbłędnie szalony rachunek mniejszości niewielkiej nie mógł się oprzeć słabości.

Najbardziej pożądane są właśnie wady.

Kochamy ludzi za krzywy nos, za skłonność do kłamliwości, za wielki tyłek, za chamstwo. Przesadzam, wiem, jak zawsze przy generalizacji. Generalizacje nie są złe. Bez nich nie dałoby się teoretyzować, a więc nie dałoby się myśleć. Wracając, lubimy ludzkie wady. Ludzi, których największe wady są ich zaletami się boimy. Boimy się tak bardzo, że chcemy ich odsunąć, zniszczyć – tak bardzo przypominają o Boskiej nieomylności.

Tyranizuj.

Trzymaj silną ręką, nie daj się oszukać.

Nie da się rządzić w imię demokracji.

Trzystu nigdy nie wygrało swych racji.

Jedynak najlepszym władzy dziedzicem

bez chorych ambicji, przesmagany biczem.

Pacyfikację przeprowadzić – mordując opozycję, rodzinę opozycji i znajomych rodziny opozycji.

Niezgoda? Niezgodą zgodę się buduje

wiadomo kogo skrócić o głowę,

kiedy baranka na drzwiach nie wyrysował w porę.

Baranek ma dwie głowy?

A to ci heca!

Baranka zatrzymamy – właściciela do pieca.

Niszowa, niszowy, niszowe, niszowi.

Nie dziel sobą,

inny to zrobi.

Jedyność przysparza człowiekowi wielu kłopotów. Najlepszy jedynak musi mieć ogromny kontakt ze swoimi poddanymi. Obywatele muszą czuć ciągłą obserwację, ciągła kontrolę – inaczej zaczną sobie czcić bożków z brązu. Bóg miał trzy osoby. Jedynak praktycznie też – ustawodawca, wykonawca i egzekutor.

Wzięło się to wszystko, jak zazwyczaj, z mojej głowy. Za dużo historii się tam ostatnio gnieździ. A propos, 20/20 z pracy z histy :P Przy 4 i 3 z testu i tekstów źródłowych to jednak mały sukces, ale sam fakt się liczy. Dajcie mi na maturze taki temat! No prrroszę :D

A wiecie, że większość Małgorzat – czy to księżnych czy królowych czy arystokratek – była bezpłodna? A te co już były płodne rodziły jednego okrutnego synalka. Ciekawa perspektywa..

Jutro Rada. Jakoś mnie to średnio nosi, obowiązek obowiązkiem – trzeba to trzeba. Posługa dla ludu i te sprawy – jednak trzeba odpowiedzialnie piastować swoje funkcje.

Ostatnio moje ulubione powiedzonko (wiem, wiem, że Komuś zabrane:P):


NIEKTÓRYCH RZECZY NIE PRZESKOCZYSZ!

Może nie całkowite, ale jednak pogodzenie się z losem najbardziej procentuje. Wkurwiać się tylko po to, żeby potem i tak nie zobaczyć pożądanych efektów? Heh, z tego pieca już mi chleba wystarczy. Próbujemy czegoś innego – działania na full, ale z realnym rozpatrywaniem wszystkich czynników stymulujących.

Brawissssimo :D








do Animusa

23 12 2008

Bronisz się.

Nie wiem… przede mną, czy przed samym sobą…

Walka w bezwalce zaistnieć nie może.

Dopomóż mi, Boże.

Jedynowładztwo na Uti to tylko początek:

detronizuj! Tak, tego właśnie chcę.

Jedna korona – dwa ciała, jeden cel – dwie drogi

(a jedna z nich ciągle wybiega do Rzymu).

Poddasz się, czy może mnie przyprzesz do muru?

Niedoczekanie, nic nie będzie miało miejsca!

Pozory, pozory, pozory, pozory!

Boski plan zbawienia ułożył sobie marny człowiek!

Ha, dajcie mu wódki, zasłużył chłopaczek.

Trzy główne zasady – między nimi zimna pustka.

Marchewka dla osła, osioł dla marchewki.

Bezdzienne zamieszanie wciśnięte w mą głowę,

sam w swojej trzymasz jeden wielki neon.

Wina podmiotu, czy może przedmiotu?

Ja? Ja nie lepsza.

‘Myślę jedno, mówię drugie’ – o, to ja też.

A czyny? Całujesz, dotykasz, gładzisz po głowie -

ot tak, pobłądziłeś.

Życzę Ci pragnienia, którego sam nie ugasisz, wielu błędów, które tylko dopomóc mogą

i jednej, jedynej ***

po którą sięgnąć tak się boisz.

Hah, sobie też.

Animusie Ty mój.





apropos

21 12 2008

Podobno jak wszystko dobrze się układa, to człowiek staje się mniej czujny. Zaczyna się myślenie ‘do przodu’, a nie ‘na boki’. Zwraca się wtedy uwagę na przyszłość, a kompletnie olewa teraźniejszość. Mówi się, śmieje się, bawi się – a środowisko jest czujne. Przestaje się patrzeć na kogoś jak na swoją przyjaciółkę, nowego znajomego, czy byłego chłopaka – stają się oni po prostu ludźmi. Ludzie jak ludzie – wszyscy tacy sami, jedna wielka szara masa. Traktuje się ich tak samo, bo i dlaczego ma się kogoś uważać za szklaną kulkę? Była przyjaźń, była miłość, była nienawiść, była złość. Wszystko czas przeszły. Czas przeszły ma to do siebie, że nie odnosi się do teraźniejszości.

pierdolę

Jedno słowo. Ale za każde swoje jest się odpowiedzialnym. Odpowiedzialność za słowo, to gotowość do przyjęcia krytyki, gotowość do zrozumienia ewentualnego błędu i umiejętność przeproszenia, gdy słowo kogoś zraniło. Dlatego najlepiej jest komentować czyjeś słowa wprost do autora. Nie do odbiorcy, nie do czytelników, nie do słuchaczy – do autora. AUTORA.

Ja pierdolę!

Jedno zdanie. Ale za każde swoje zdanie jest się odpowiedzialnym. Odpowiedzialność za zdania wygląda podobnie jak ta za słowa. Analogicznie również powinny wyglądać komentarze do zdań.

Kiedy ktoś przenosi słowa/zdania, staje się ich nowym autorem. Odpowiedzialność przechodzi na niego. Słuchacz nie ma żadnej pewności, czy rzeczywiście osoba cytowana wysłała dany komunikat, czy też może osoba cytująca nie zrozumiała źle tej pierwszej, bądź po prostu, po ludzku nie przekręciła komunikatu. Ale zazwyczaj wierzy się osobom donoszącym, a nie osobom oskarżanym. A właśnie, bo kiedy się donosi, to zazwyczaj nic dobrego z tego nie wynika..

Nie wracam do przeszłości. Wiesz jaka jestem – chamska, wredna i niesympatyczna. Moje słowa często mają 3. dno, ale.. ale dlaczego doszukujesz się go akurat w tych, które są żartobliwe, płaskie, płytkie? Trudno zrozumieć człowieka, łatwo mu przypisać daną postawę.

Jak zachowa się książę, gdy znajdzie się wśród plebsu? Zacznie zachowywać się jak oni, czy też zachowa swój szlachetny bon ton? Zapewne obydwie opcje zostaną skrytykowane. Dlaczego? Bo książę jest zbyt silną postacią, żeby go chwalić. Księciu się zazdrości. Patrząc na księcia szuka się dziur, plam, niedogolonych policzków. Zastanów się,  czy warto uwierzyć wieśniakowi, który raz zauważył wypalony ślad w rękawie księcia. Może to był tylko cień, a umysł wieśniaka pragnącego w końcu mieć co mu wytknąć wyprodukował sobie resztę?

Straciłam jedną osobę z załogi. Dziękuję za owocną współpracę i życzę powodzenia na nowej drodze życia.

Definitywnie zmieniam środowisko. Uczę się na błędach, nawet cudzych.





tajne służby

21 11 2008

Nie wiem, nie wiem, ja nic nie wiem! A mniej wiesz – dłużej żyjesz ;)

Jakbym nie znała swojej koleżanki, współautorki i partnerki to realnie zwątpiłabym w jej normalność. Lecz jak to dzisiaj stwierdziłam – żeby móc z nią wytrzymać trzeba mieć dwa style bycia. Hmm.. kwalifikuję się :D

Szły szarą ulicą, ukryte nieszczelnie pod parasolem. Mijały kolejne witryny sklepowe wpatrując się w nie z wielką uwagą. Jedna w lewą, druga w prawą stronę. Nie, nie szukały żadnego zajebistego płaszcza czy sukienki na studniówkę. To nie było dla nich najważniejsze. Kto zawraca sobie głowę paroma szmatkami, kiedy każdy zrobiony krok przybliża do celu? Btw. cel był jeden, ale nie jestem w stanie zdradzić go – tajemnica służbowa. Wracając do szyb – szukały w nich odbicia potencjalnych wrogów. Nigdy nie wiadomo, czy starsza pani idąca z siatkami z Biedronki nie wyciągnie nagle z jednej z nich potężnego kałacha ;>

- Teraz uważaj, robimy zwód. Ja powoli odwracam się do tyłu, ty bierz mnie pod rękę i prowadź. Zachowuj się w miarę normalnie, ale nie spuszczaj oczu z kobiety w szarym. – jedna poinstruowała drugą. Za nimi powoli kroczył on. W szarym prochowcu i tupeciku na głowie nie był w stanie oszukać swoim wyglądem ich. Wiedziały, że tak właśnie ubierają się najbardziej zacięci w bojach ‘masażyści’. Trzeba było zrobić ostry zwrot. Jedna zaciągnęła na twarz swoją czapkę, jak zawsze kiedy przystępuje do roboty. Spojrzała w niebo – nadlatywali.

- Ej, to może jednak zamówimy tą pizzę z Da Grasso i nie będziemy tam szły? Akurat zanim ją przywiozą to wrócimy do domu. Ajj.. to o to im chodziło…

Jakby babka z britshita zadawała niewygodne pytania, to pamiętaj, że mnie nie znasz. Ona może być z nimi w zmowie. Bez odbioru.

?

Nie, nie – wcale nie zaczęłam pisać beznadziejnych opowiadań z serii ‘prawie kryminalnych’. Po prostu opisałam wczorajsze 2 godziny :P Olu – Howgh! :D

Ludzie to podstawa. Tym zdaniem odkryłam dlaczego świat jest taki, jaki jest – ryba zawsze psuje się od głowy ;)

Nie umiem mówić o muzyce z muzykami. Co ja, taka mała szara istotka mogę powiedzieć o tym co słyszę? Będę udawać, że mam pojęcie o aranżu? Ehh ja to sobie mogę.. posłuchać i ewentualnie popodziwiać :)

Wczoraj zaczęłam obserwować z zainteresowaniem niebo, o każdej porze dnia. Nie tylko gwiazdy są ciekawe, zwłaszcza, że przy takiej pogodzie ich nie widać :P Dzisiaj kolega na angielskim strasznie zdziwił się (i uśmiał :P ) jak po godzinnym gapieniu się w okno podzieliłam się z nim zauważeniem, że chmury strasznie szybką popieprzają po niebie :D A dymy z kominów? łuhuhu, te to już całkiem poddają się woli wiatru! Chciałabym znaleźć się tam, na górze, i móc spadać w dół, dając się ponieść.. Ale jednocześnie chcę żyć, więc moje zachcianki są średnio wykonalne ;)

Spojrzeliśmy dzisiaj na pseudo-historię Polski w pigułce. Kiedy usłyszałam, że apel z okazji 11stego listopada ma być ‘śmieszny’, byłam przekonana, że będzie obraźliwą szmirą. Ale nie był. Fakt, żeby Sarmatę przedstawić jako kibica Legii, trzeba mieć sporo wyobraźni.. Tak czy owak – było, minęło i lepiej, żeby nikt nie próbował iść w ślady P. Jarosiewicza, bo co za dużo, to nie zdrowo.

Btw. ostatnio słucham radia. Jeśli jeszcze raz usłyszę tekst ‘4 lata zapomnieć chcę nie da się przyjaciółką nazwać mnie’ , to obiecuję – oberwę głośniki spod sufitu i zapewnię im momentalne spotkanie z podłogą. Jak można robić takie piosenki?! Ludzie..

Widziałam dzisiaj na mieście kobietę, która z każdym krokiem miała coraz serdeczniejszy uśmiech na twarzy! Ej, może zareagowałam trochę agresywnie (‘A ta to niby co?! Wieczny banan?!’), ale byłam z niej dumna. Bo to nie taki banan, że człowiek że banan, tylko uśmiech. Fakt, ja sama potrafię śmiać się do siebie, ale ona patrzyła na MNIE i MNIE poczęstowała swoją radością! Niebywałe :)

Co? Krzyżmo!

Przyjaciół jednak się nie traci :) Był kiedyś blisko, potem sobie poszedł, a teraz jakby nigdy nic znów jest! Chociaż ‘gorzała mu mózg przeżarła’ :P

Przyjaźń.. Kiedy do przyjaźni dochodzi seks, to nadal jest ona przyjaźnią? Czy to tylko przyjacielski seks?

płaszczyzna cielesna + płaszczyzna duchowa => obydwie funkcjonujące jako tako <=> miłość

Nie przesadzajmy. Nie ma rzeczy tak prostych, a ta jest już zajebiście skomplikowana. W sam raz na długie, jesienne wieczory (jak ktoś nie ma nutelli :P ). Ale nie liczcie, że będę myśleć o tej sprawie :P Ostatnio soup operas zrobiły mi sieczkę z szarych komórek (które wg mojej mamy są już niebieskie) i sama się sobie dziwię, że napisałam tak ogromnego posta :D :D :D

Będę musiała przynieść zgodę od mamy, że mogę iść na własną studniówkę :(

Zdałam egzamin przedmałżeński na 4+ :) Mogę brać ślub i zabierać się za tą dwójkę dzieci i domek w górach :D

O, zapomniałabym – dorobiłam się Anioła Stróża :D Powiedziałam, że aby mnie doprowadzić do pionu trzeba używać argumentu siły (tak, siłą argumentu można mnie tylko przekonać – do pionu doprowadzę się już sama :P ) i walnąć mnie porządnie przez łeb, więc zamówił już baseballa :P

I tym pozytywnym akcentem się z Wami żegnam :P





geny recesywne

17 11 2008

Zachariasz odkrył ostatnio przyczynę powstawania tak wielu nowotworów w dzisiejszym świecie.

Ludzie nadal parzą się w zamkniętych grupach społecznych. Istnieją sobie małe i większe środowiska. Jedni zasługują, żeby się do nich dostać – inni nie.

Dziewczęta tak wylansowane, że żaden przeciętniak z rocznika nie da rady im niczym zaimponować.

Chłopcy tak wylansowani, że żadna rówieśniczka nie da się na to nabrać.

Na dodatek wszyscy poruszają się w mniej lub bardziej zamkniętych kołach. Potem powstaje związek takiej wylansowanej pary i o… dziedziczą geny recesywne.

Czasami jakaś jednostka zdaje się wybić i przeskoczyć poziom odpowiednio w górę lub w dół. Ale tylko zdaje się. Prędzej wejdzie do tego nowego środowiska i ukryje znakomicie swoje niedolansowanie.

Btw. ktoś kiedyś zauważył, że

najlepszym sposobem na zdobycie przyjaciół jest noszenie przy sobie zawsze zapalniczki/papierosów.

Całkiem trafne zauważenie.

Wracając, kiedy niedolansowana osoba zaczyna zapominać przysłowiowych fajek, zaczynają się też jej kłopoty. ‘Kto go tu wpuścił?!‘ – pada pytanie. Więc wylansowany partner mówi ‘pa‘. A powrotów nie będzie.

Powroty i przewroty występują za to wewnątrz wylansowanego koła.

Przecież nie można wymagać, aby w jednym czasie i na jednym terenie zjawiło się tak wiele potencjalnych partnerów, żeby samiec w zalotach omieszkał wybór tej samej partnerki bądź koleżanki owej partnerki. Jednak lekki brak piór w ogonie odczytywany jest od razu jako sygnał ‘Uważaj – egzemplarz niebezpieczny‘, tylko dochodzi on do mózgu o wiele za późno. Historia się powtarza, jak spóźnienia Maćka na polski.

Nie mogę powiedzieć, że nie zdarzają się egzemplarze wyrwane z koła.

Kosztem świąt malowania piórek wiodą sobie szczęśliwe życie i wypatrują listonosza z rentą.





pojesienniało żółtawymi liśćmi

13 11 2008

Jesień w pełni… Czas pędzie jak z bicza strzelił, nawet nie wiem kiedy a już 13 listopada…

nie było mnie dni kilka,to może w skrócie co się działo.

Długi weekend

Ogólnie spokojnie, tylko w sobotę jak wyszłam z Anną, to się pobawiłyśmy. To miasto było nasze tyle mogę powiedzieć. Mgła jak mleko i my we dwie. Oł jeee :D pochodziłyśmy (powiedzmy) powygłupiałyśmy się.

Dzięki Aniu :*

W niedziele zasypiałam i piłam wodę. Przyjechali goście.

Poniedziałek w domu. Z rodzicami.

Wtorek? Mała wojna z rodzcami ;) ze skrajności w skrajność z nimi.

____________________________________________________________________________________________________

Z czym kojarzy mi się jesień? Jesień to dla mnie pora delikatnych dźwięków bluesa, jazzu i swingu. Jesień to czas na Amy i Raya. Jesień kojarzy mi się z szumiącymi pod stopami spadłymi liśćmi, w których można brodzić jak w piasku albo w płytkiej wodzie.Jasień kojarzy mi się z mgłą ,a ta z tajemnicą,czymś nieuchwytnym. Lubię mgłę, jak niewidzialnie osiada na włosach, twarzy. Zamazuje kształty,ale także stanowi osłonę przed innymi. Jest jak zasłonka ktorą zaciągasz wieczorem,aby inni nie widzieli co robisz.

Ale..Jesień kojarzy mi się z przemijaniem, przygotowaniem ciepłego i wygodnego łóżka do snu zimowego. Jest wstępem do okresu  zamarzniętej wegetacji. Uwielbiam jesienne słońce ;) Jego promienie,które otulają twarz i rozświetlają blade policzki na nikłe momenty.

to tyle rozczulania.

chora jestem. ;P właściwie to płonę :D

mam takie wizje w gorączce,że aż zaczynam się sama siebie bać. a jak głupie pomysły potrafią przyjść do głowy jak człowiek traci część swiadomości…

to wystarczy na dziś. Wracam do mojego piekiełka (czyt.łóżka)

do posłuchania Amy. bo ostatnio głównie ona króluje w moich głośnikach ;)

hmm..sorki,że jakoś tak bez ogarnięcia to wszystko. Takie zycie :P

Howgh.