pamiętniczku, nakryj się!

12 02 2009

wyszłam

będąc w środku nie widzę

nic nas nie rozłączy

na pewno

wy.my.oni.

punktuadelia w zmysłowolni

obok

w sukni białej

u św. Anny

Późna jesień. Nawet nie zauważyłam kiedy.

Czekasz na jakiś dzień, on przychodzi i.. i jest. Co z nim zrobić? W niebieskiej sukience łapiesz łzy spadające na grzywkę osoby przed Tobą. Klęczy? Nie.. nie chcesz pierścionka.. Sięgasz dłonią do tych dłoni. Juzus? Co On tam robi?

Spodziewasz się czegoś innego, wymyślasz setki scenariuszy, ustawiasz kamerę na tysiące sposobów, nucisz odpowiednie melodie. Staje się. Pyk, i znika. Co się po kolei działo? Jak patrzył? Co słyszałaś? Pustka. Chwila zbyt krótka, żeby ją zapamiętać.

Zbyt długa, żeby zapomnieć.

00:27

nie

usprawiedliwiam

priorytety

Zrobisz to samo. Ustawisz kolory. Sama dla siebie.

szkoda

taka dziewczyna

góry, domek, dwójka dzieci

Też tak umiesz. Widzisz drogę, znasz okolicę. Same profity. Cena? Przecież sprzedajesz – to Tobie płacą. Stracisz. Zyskasz.

‘muszę tam być

po przyszłość’

Wiesz, że się nie zmieni.

Wiesz, że się nie zmienisz.

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Kolejny największy błąd jej życia. W jego obliczu wszystkie mechanizmy obronne zawiodły – musiała zniknąć. Opuściła bezwiednie swoje zarażone ciało.

Nie, nie szukała antidotum. Żeby je znaleźć musiałaby wiedzieć co jest trucizną powodującą ten niewyobrażalny stan, w którym się znajduje. Musiałaby obwieścić to sobie i swojej drużynie, która wyruszyłaby na poszukiwanie odtrutki.

Musiałaby w końcu przyznać sama przed sobą, że te dwie maleńkie, czerwone plamki na jej szyi to nie oczulenie na wspomagacz smaku E260, ale ugryzienie.  Wolała wyjśc z siebie i stanąć obok niego.

Stanęła obok siebie. Patrzyła markotnie na besilne podrygiwania swojego trupa.

Kiedy znudził ją ten groteskowy obraz odeszła zajmując jego miejsce w swojej patologicznej rodzinie. Obserwowała szczeście o imieniu na P swojej marnotrawnej siostry, zachwycała się płynnym szczęściem swojego brata, pociąganym wprost z destylarni, upajała się radosnymi uniesieniami swojej siostry prostytutki. Do żywego przejęła się problemem najmłodszej przyrodniej siostry z czwartego małżeństwa matki – brakiem partnera na coroczne święto kiczu i depresji. Wpłynęła więc na suchego przestwór korytarza i wybrały potencjalną ofiarę: niewyrośniętego imigranta ze stepów Kazachstanu. Spotkała go u logopedy, gdzie przyprowadził swoją kaczkę z wadą wymowy (gdakała miast kwakać) i został bez wyjścia. Tzn. z wejściówką w kieszeni.

Zaczęła się garnąć do ludzi, jak mysz do kawałka sera w pułapce. Pomimo fioletowości swoich szarych komórek wiedziała, że przytrzaśnięty ogonek to nic miłego. Skubała kąsek tylko z daleka, okryła go, żeby nie było mu zimno, wachlowała gdy było mu gorąco. Słowem zaczęła żyć tylko dla niego, myśląc, że nie ma innego wyjścia. Najbardziej dokuczliwe są chore układy. Jednak kiedy brzuszek zaczął przyrastać jej do kręgosłupa stwierdziła odkrywczo, że to chyba nie jest szczęście. Musiała poszukać swoich zwłok.

Nie.

Obraz nędzy i rozpaczy. Co ono narobiły jak mnie nie było?! W co się naplątało?! Ehh ciało, ciało.. Otrzepać się i do przodu. Ale plamki się rozrosły w wielkie dziury. Widać przez nie serce.. Yy.. Kto..

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Męski punkt widzenia.

Raz po raz ktoś pytał, dokąd idę. Nie dopowiadałem, nie mówiłem, w ogóle się nie odzywałem. Jak przyznać się do tak nieskończonego frajerstwa? Co miałem powiedzieć, że szukam Najpiękniejszego Miejsca Świata? Dla większości to pewnie tylko rudera nad brudnym jeziorem, w środku zapuszczonego lasu. Gdy pierwszy raz tu trafiłem myślałem tak samo.

Dom, jak dom. Mały i stary. 50 metrów za nim jest jezioro. Zejście piaszczyste, ale niepodobne do plaży. Nad samym brzegiem stoi huśtawka, wysoka na kilka metrów. Naokoło rosły tylko dzikie krzaki i drzewa. Gdy spojrzy się na dom z daleka widać odrywający się tynk, powyłamywane okiennice i połatany byle jak dach. Wysłużone drzwi nie raz doświadczyły drapania psów. Cały dom składa się z kuchni, łazienki, jednego pokoju i poddasza. Jedynymi sprzętami są stół kuchenny, dwa krzesła oraz łóżko na piętrze. W pokoju na dole uwagę przykuwa czarna dziura w ścianie, zapewne służąca jako kominek. Łazienka wyłożona niemodnymi niebieskimi kafelkami, z żadnego kranu nie leci woda – za to w rurach gra pajęcza orkiestra.

Wszystko pasowało mojemu nastrojowi. Chciałem zostać sam, zniknąć, wtopić się w tło. Siedziałem więc w pokoju i oglądałem wiszące obrazy. Jeden z nich przedstawiał kobietę, łudząco przypominał „Dziewczynę z Perłą”. Na przeciwnej ścianie wisiał plakat przedstawiający boski palec i wyciągniętą rękę człowieka. Dziwne połączenie. Widocznie poprzedni właściciel miał wysublimowany gust… Wpatrzyłem się w tę rękę, która decydować miała o losach ludzkości… o moich losach. Kiedy ktoś zastukał do drzwi byłem pewien, że to Pan Bóg. No i nie myliłem się. Pan Bóg przyszedł do mnie w ciele Najpiękniejszej Kobiety Świata. Byłem w osłupieniu, że Ona tu jest. To po pierwsze. Po drugie byłem w osłupieniu, że ja tu jestem. Z Nią. Co krok zrobiła, to ja w panikę, że krok robi. Już jak ja się do niej zbliżyłem, to byłem w zdumieniu, że się zbliżam. O, k…. zbliżam się! O, k… jestem blisko! O, k… odezwałem się! O, k… popatrzyła na mnie! O, k.. mówi do mnie! Takie okrzyki wznosiłem w duchu. W nich też tkwiła istota powodzenia. To one miały mi pomóc uprzytomnić sobie co się dzieje. Jednak z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk. Za to Ona podeszła, kazała mi rozpalić ogień i wyszła. Zrobiłem to i czekałem. Nie wiedziałem czy wróci. Poszedłem na poddasze i dotykałem palcami wyżłobionych na suficie liter, które układały się w słowa „kocham Marka – Beata”, albo „K+O=WM”. Położyłem się na łóżku zastanawiając się, co romantycznego mogli widzieć ludzie w tej budzie, żeby wypisywać wszystkie te bzdury. Irytowało mnie trzeszczenie kiczowatego baldachimu nad łóżkiem, więc zszedłem na dół po skrachciałych schodach. Zobaczyłem przez okno Ją siedzącą na huśtawce. Podszedłem cicho po dróżce wyłożonej kamieniami. Spojrzała na mnie swoimi pięknymi, błękitnymi oczami. Dojrzałem w nich smutek. Pchnąłem kilka razy tę starą huśtawkę. Mechanizm zajęczał i powoli Najpiękniejsza Kobieta Świata zaczęła wznosić się w powietrze. W tafli jeziora zatapiało się słońce. Jego czerwień współgrała z czerwienią Jej sukienki. Jej jasne włosy zdawały się płynąć razem z wodą w jeziorze. Drzewa rzucały złowieszcze cienie, ale czułem, że wszystko się ułoży. Przynajmniej na chwilę. Podałem rękę mojej drogiej Przyjaciółce i poszliśmy razem do domu.

Dom, jak dom. Maleńki i uroczy. 50 metrów za nim jest jezioro z najczystszą wodą jaką widziałem. Piasek przy zejściu tak przyjemny, że chciałoby się tam skakać boso. Wysoka huśtawka zdawała się unosić swojego pasażera do samego nieba, do gwiazd. Krzaki i drzewa wokół zdają się osłaniać to miejsce przed złością i zabieganiem całego świata. Gdy spojrzy się z daleka na dom, wydaje się, że czas wyskrobał na tynku jego historię. Jakby ktoś chciał, mógłby się tam dopatrzeć największego dzieła sztuki. Okiennice przypominają czasy sprzed stu lat, kiedy kobiety wyglądały z nich utęsknionymi oczami wypatrując swoich narzeczonych. Łaty na dachu pokazują, że ktoś dbał jednak o ten dom i nie odważył się wymienić do na nowszy. Wysłużone drzwi pewnie nie raz doświadczyły emocji domowników, kiedy to po ogromnej kłótni mąż wybiegał z domu, żeby za chwilę wrócić i wziąć w ramiona swoją ukochaną żonę. Cały dom składa się z kuchni, łazienki, jednego pokoju i poddasza. Wszystko jest tak przytulne, że gościowi chce się przytulić do którejś ze ścian i podziękować im, że są. W kuchni stoi stół i dwa krzesła. Jeszcze czuć zapach romantycznych kolacji spożywanych przy świecach przez dwójkę zakochanych. W pokoiku na dole nie ma nic oprócz kominka i skóry na podłodze – widocznie kochankom nie potrzeba było nic prócz ich samych. Ciepło wydobywające się z paleniska i lekkie światło pochodzące od ognia tworzy nastrój tajemniczości i zarazem spokojnego ukojenia. Na poddaszu stoi łóżko z baldachimem – pewnie pozostałość po odosobnionym raju kochanków.

Wszystko się zgadzało. Moje palce wprawnie rozpinały jej sukienkę i guzikom jej sukienki podobały się moje palce. I jej sukience podobało się, że zsuwa się z ramion, i jej ramionom podobało się, że zsuwa się z nich sukienka. Zapięcie jej biustonosza chyba poczuło niedosyt, że moje palce zajęły się nim tak krótko, ale moje palce były dumne z siebie. Jej pasowi do pończoch, który ująłem na wysokości bioder, podobała się siła moich dłoni, a moim dłoniom podobały się pończochy zdobiące jej nogi. Pończochom podobało się, że zmusiłem Najpiękniejszą Kobietę Świata, by na chwilę usiadła. Wiedziały, że najlepiej wyglądają na wyprostowanych nogach, i doskonale wiedziały, że jak mają się z jej nóg zsuwać, to przecież nie na stojąco. I zsuwały się niczym fala odsłaniająca ciało Afrodyty.

Miałem w łóżku Najpiękniejszą Kobietę Świata w Najpiękniejszym Miejscu Świata. Jak tam wrócić?

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Podobno jak wszystko dobrze się układa, to człowiek staje się mniej czujny. Zaczyna się myślenie ‘do przodu’, a nie ‘na boki’. Zwraca się wtedy uwagę na przyszłość, a kompletnie olewa teraźniejszość. Mówi się, śmieje się, bawi się – a środowisko jest czujne. Przestaje się patrzeć na kogoś jak na swoją przyjaciółkę, nowego znajomego, czy byłego chłopaka – stają się oni po prostu ludźmi. Ludzie jak ludzie – wszyscy tacy sami, jedna wielka szara masa. Traktuje się ich tak samo, bo i dlaczego ma się kogoś uważać za szklaną kulkę? Była przyjaźń, była miłość, była nienawiść, była złość. Wszystko czas przeszły. Czas przeszły ma to do siebie, że nie odnosi się do teraźniejszości.

pierdolę

Jedno słowo. Ale za każde swoje jest się odpowiedzialnym. Odpowiedzialność za słowo, to gotowość do przyjęcia krytyki, gotowość do zrozumienia ewentualnego błędu i umiejętność przeproszenia, gdy słowo kogoś zraniło. Dlatego najlepiej jest komentować czyjeś słowa wprost do autora. Nie do odbiorcy, nie do czytelników, nie do słuchaczy – do autora. AUTORA.

Ja pierdolę!

Jedno zdanie. Ale za każde swoje zdanie jest się odpowiedzialnym. Odpowiedzialność za zdania wygląda podobnie jak ta za słowa. Analogicznie również powinny wyglądać komentarze do zdań.

Kiedy ktoś przenosi słowa/zdania, staje się ich nowym autorem. Odpowiedzialność przechodzi na niego. Słuchacz nie ma żadnej pewności, czy rzeczywiście osoba cytowana wysłała dany komunikat, czy też może osoba cytująca nie zrozumiała źle tej pierwszej, bądź po prostu, po ludzku nie przekręciła komunikatu. Ale zazwyczaj wierzy się osobom donoszącym, a nie osobom oskarżanym. A właśnie, bo kiedy się donosi, to zazwyczaj nic dobrego z tego nie wynika..

Nie wracam do przeszłości. Wiesz jaka jestem – chamska, wredna i niesympatyczna. Moje słowa często mają 3. dno, ale.. ale dlaczego doszukujesz się go akurat w tych, które są żartobliwe, płaskie, płytkie? Trudno zrozumieć człowieka, łatwo mu przypisać daną postawę.

Jak zachowa się książę, gdy znajdzie się wśród plebsu? Zacznie zachowywać się jak oni, czy też zachowa swój szlachetny bon ton? Zapewne obydwie opcje zostaną skrytykowane. Dlaczego? Bo książę jest zbyt silną postacią, żeby go chwalić. Księciu się zazdrości. Patrząc na księcia szuka się dziur, plam, niedogolonych policzków. Zastanów się,  czy warto uwierzyć wieśniakowi, który raz zauważył wypalony ślad w rękawie księcia. Może to był tylko cień, a umysł wieśniaka pragnącego w końcu mieć co mu wytknąć wyprodukował sobie resztę?

Straciłam jedną osobę z załogi. Dziękuję za owocną współpracę i życzę powodzenia na nowej drodze życia.

Definitywnie zmieniam środowisko. Uczę się na błędach, nawet cudzych.

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Co jakiś czas nachodzi mnie przerażający Smęt, który chce bezceremonialnie wkroczyć w moje myśli i zająć ich przerażająco dużą część. Moje myśli, jak niezbyt powszechnie wiadomo, ogromnie szybko galopują i powstrzymać je niełatwo. Dlatego też wyrzucam Smęta za drzwi pokoju, za okno, za róg. Ale co z nami będzie jak znajdziemy się na zakręcie? P

Reguły są po to, żeby je łamać, jak przekornie głosi wymyślona na rzecz nieomylnych ludzi formuła. Niestety, jak to bywa z takimi regułami, nie pasuje mi ona. Nie ma filozofii życia, jest tylko technika. Technicznie więc rzecz biorąc, nie powinno się łamać reguł dla zasady, bo szlag trafi wszystko. Zresztą, nad czym ja się rozwodzę – przecież wszystko i tak zostało stworzone, powiedziane, wymyślone na potrzeby mechanizmów obronnych. Sami siebie tłumaczymy, sami siebie usprawiedliwiamy, sami sobie wymyślamy wymówki. Niektórzy idą dalej i tłumaczą innych, innych usprawiedliwiają i innym wymyślają wymówki. Ktoś młodszy, nieświadomy i bardzo chętny zgłębienia tajemnic świata bierze się za ten shit i nieświadomie wchodzi w koło – dalej tłumaczy, usprawiedliwia, wymyśla. Jednak życie z jedną w miarę sprawnie działającą półkulą mózgu jest bardziej pociągające.

Nie warto walczyć, gdy nikt nie patrzy, nie warto pisać gdy nikt nie czyta. Żaden autor twierdzący, że pisze dla siebie i nie obchodzą go czytelnicy nie jest szczery. Owszem, każdy tworzy dla siebie – ale nie chodzi tu tylko o zapisanie kilku stron taniego zeszytu 60kartkowego, ale o reakcje ludzi czytających.

Akceptacja zawsze dla mnie była domeną ludzi słabych. Zmieniłam zdanie – tylko cholernie silna bestia potrafi zaakceptować każdą sytuację. Owszem, przejść z czymś do porządku dziennego – łatwizna. Lecz sprawić, by coś nie siedziało w kącie ostatniej szufladki po prawej stronie i nie wyłaziło na wierzch o 1:37 w nocy.. już gorzej. Nie ma dla mnie nic gorszego niż bezsilność. Fakt faktem – zawsze można coś zrobić i o tym jestem przekonana. Tylko nie zawsze jakiekolwiek wyjście jest właściwym wyjściem. Czasem lepiej poczekać w przedpokoju aż kochanka męża schowa się w szafie, niż wejść i nakryć ich na gorącym uczynku. Ehh przykład chyba ma się do tematu bezsilności jak pięść do parapetu, ale musi zostać. Bo pokazuje, że lepiej mi było się nie ośmieszać i nie podawać przykładu, niż silić się na byle co. [Właśnie podanie przykładu zostało wykorzystane jako właściwy przykład] W każdym razie – lepiej przełknąć brak dobrej opcji i przejść do wyższej szkoły akceptowania trudnych warunków, niż na siłę zmieniać sytuację choć wiadomo, że może być tylko gorzej. Nie, nie mówię tu o porzucaniu szans – mówię tylko o nie myleniu szansy z pułapką.

Mówi się, że zawsze dobrze na coś czekać. Eetam, dla niecierpliwego człowieka to tylko kolejny problem. Lepiej pomyśleć o kolejnym odcinku Mody na sukces – przynajmniej pewne, że niedługo zostanie wyemitowany.

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Mhm, usłyszałam ostatnio ciekawe zdanie, a dokładniej zarzut.

Kurwa! Zachowujesz się gorzej niż kurwa! Bo i kurwy kogoś szanowały..

Prawda? Nie wlepiam tego w kanon opisu mojej osoby, ale.. we wszystkim jest ziarnko prawdy (podobno). Obejrzyjcie inne beczki ->

Musiałam pójść.

Poszłabym spać.

Spałabym marząc.

Marzyłabym wiedzieć.

Wiedziałabym widząc.

Widziałabym będąc.

Byłabym żyjąc.

Żyłabym mogąc.

Mogłabym chcieć.

Chciałabym dać.

Dałabym biorąc.

Brałabym stojąc.

Stoję i pójdę.

Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.

Mało osób umie uszanować Ciało i Krew Jezusa. Kto idąc do ołtarza wierzy, że za chwilę będzie miał w ustach zmartwychwstałego Brata? Wiara czyni cuda – nic dziwnego, że za dużo cudów nie ma..

Jestem.

Taka sama, nie zawsze, przeważnie.

Dla Ciebie inna, dla niego taka sama.

Widzę gdy patrzę? Nie zawsze, nie zawsze.

Potępiaj, potępiaj – bez tego nie zasnę.

Komentarz, natura, zły urok zająca.

Urojenia w mej głowie.

bezkońcabezkońca

Chwalebna idea, obłąkańcze drgania.

Cichego światłowstręt urąga wygnania.

Not to be.

Bezbłędnie szalony rachunek mniejszości niewielkiej nie mógł się oprzeć słabości.

Najbardziej pożądane są właśnie wady.

Kochamy ludzi za krzywy nos, za skłonność do kłamliwości, za wielki tyłek, za chamstwo. Przesadzam, wiem, jak zawsze przy generalizacji. Generalizacje nie są złe. Bez nich nie dałoby się teoretyzować, a więc nie dałoby się myśleć. Wracając, lubimy ludzkie wady. Ludzi, których największe wady są ich zaletami się boimy. Boimy się tak bardzo, że chcemy ich odsunąć, zniszczyć – tak bardzo przypominają o Boskiej nieomylności.

Tyranizuj.

Trzymaj silną ręką, nie daj się oszukać.

Nie da się rządzić w imię demokracji.

Trzystu nigdy nie wygrało swych racji.

Jedynak najlepszym władzy dziedzicem

bez chorych ambicji, przesmagany biczem.

Pacyfikację przeprowadzić – mordując opozycję, rodzinę opozycji i znajomych rodziny opozycji.

Niezgoda? Niezgodą zgodę się buduje

wiadomo kogo skrócić o głowę,

kiedy baranka na drzwiach nie wyrysował w porę.

Baranek ma dwie głowy?

A to ci heca!

Baranka zatrzymamy – właściciela do pieca.

Niszowa, niszowy, niszowe, niszowi.

Nie dziel sobą,

inny to zrobi.

Jedyność przysparza człowiekowi wielu kłopotów. Najlepszy jedynak musi mieć ogromny kontakt ze swoimi poddanymi. Obywatele muszą czuć ciągłą obserwację, ciągła kontrolę – inaczej zaczną sobie czcić bożków z brązu. Bóg miał trzy osoby. Jedynak praktycznie też – ustawodawca, wykonawca i egzekutor.

Wzięło się to wszystko, jak zazwyczaj, z mojej głowy. Za dużo historii się tam ostatnio gnieździ. A propos, 20/20 z pracy z histy P Przy 4 i 3 z testu i tekstów źródłowych to jednak mały sukces, ale sam fakt się liczy. Dajcie mi na maturze taki temat! No prrroszę D

A wiecie, że większość Małgorzat – czy to księżnych czy królowych czy arystokratek – była bezpłodna? A te co już były płodne rodziły jednego okrutnego synalka. Ciekawa perspektywa..

Jutro Rada. Jakoś mnie to średnio nosi, obowiązek obowiązkiem – trzeba to trzeba. Posługa dla ludu i te sprawy – jednak trzeba odpowiedzialnie piastować swoje funkcje.

Ostatnio moje ulubione powiedzonko (wiem, wiem, że Komuś zabrane P ):


NIEKTÓRYCH RZECZY NIE PRZESKOCZYSZ!

Może nie całkowite, ale jednak pogodzenie się z losem najbardziej procentuje. Wkurwiać się tylko po to, żeby potem i tak nie zobaczyć pożądanych efektów? Heh, z tego pieca już mi chleba wystarczy. Próbujemy czegoś innego – działania na full, ale z realnym rozpatrywaniem wszystkich czynników stymulujących.

Brawissssimo D

 

 





przed.

20 12 2008

leci “Ja Cię kocham,a Ty śpisz” po raz kolejny z resztą :P a i tak mama z tatą nadal śmieją się z tych samych sytuacji i tekstów ;)

cóż to był za tydzień. To tu to tam pam pa ram :)   pracowaliśmy, walczyliśmy, biegaliśmy, załatwialiśmy i inne takie.. nie pamiętam dni do końca, postacie, osoby zlewają mi się w jedną całość. Kilka ważnych rozmów na gg przebiegło, kilka ważnych rzeczy się wydarzyło. Wiele słów się wypowiedziało ale także wiele nie zostało powiedzianych. Jak to w życiu.

hah, mamy pomysł na poloneza. Chyba wymyśliło się to z Kędziorem – polonez w którym partnerki idą do przodu a partnerzy do tyłu w rytm muzyki xD

w poniedziałek, wtorek a to jakieś listy, a to wypisywanie zaproszeń. w środę Rada, oj co się naśmialiśmy to nasze ;) w czwartek próba poloneza.. no prawda, że już mniej się myliłam partnerze?w piątek zaproszenia cd. rozwożenie po mieście, kluczenie miedzy blokami. Dobrze, że kierowca się spisał. Potem wigilija szkolna, potem spotkanie odnośnie studniówki. Burza mózgów na kartce przerosła chyba nasze oczekiwania :P

potem nauka i dzisiaj zaliczyłam histę… a potem sprzątanie,sprzątanie ;) i teraz jestem

oh jej. zawiłe to wszystko i skomplikowane.

mam zadanie na święta, może uda mi się zrealizować. w każdym razie mam być wspierana;)

może wystarczy na dzisiaj. zmęczyło mi się trochę i więcej nie wypłodzę ;P

Howgh zmęczeni przygotowaniami ;)





quickpress

20 12 2008

dobrze się kończy ;)
jakoś dobrze się nastawiłam.. pozytywnie, yes :D

21:37

Nie kończy się dobrze. Zdrada. Honor ucierpiał, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni. Już czuję przypływającą falę…

a sylwester.. może w Łodzi? Bartuś :) (nie Ty Koper, nie Ty:P)





chwila wytchnienia

15 12 2008

oj jakoś ostatnio się nie uwidaczniałam ( czy uwidocznialam Szazo!) na blogu ;)   teraz jestem cała, no może prawie cała do waszej dyspozycji. Zeszły tydzień? poza tym,że mniej śpię, nic więcej się nie dzieje ;) a no i znowu się myliłam na próbie poloneza,ale za to dziś nie :D

dzisiaj to był zapieprz.. z góry na dół, z góry na dół. Zróbcie listę, oddajcie listę, do Dyrka ;) załatw to, ogłoś tamto. spoko, nie mam nic w sumie przeciwko takim działaniom,ale wkurzające są jak zbiorą się wszystkie na raz! :P poza tym opieprz na polaku,wzięła moją pracę, opieprz na wychowawczej i dupa.  dla osłody dostałam cukierka. ;)

potem skoczyłam sobie na miasto,ahh… :D pooglądałam to i owo. ale ale .. jaki cudowny srebrny naszyjnik widziałam… aż się rozmarzyłam…poszukam jakiegoś bogacza i mi kupi. hah,jak jeden w Mielnie – “Pani jest taka miła,zapraszam na kolację, ja jestem w hotelu albatros.” tak, tak…

J- Gdzie jest wasz  gospodarz..

Koleżanka z gimnazjum (połowinkowe dzieje), pokazując na dziewczynę – To ona, ona, bogini seksu..

to z załatwiania spraw. heh, plecy Piotra C. miały dzisiaj niezłe wzięcie, że tak powiem. xD

idę sobie wiczorków,patrzę w górę w a Chacie u Górala na górze:Andrzej i Mateusz we własnej osobie. No i zaczęło się, bo Andrzej przypomniał sobie poprzedni rok  i od razu w dźwięki i śpiewa na pół ulicy “Żono mooja, serceee mojjeeee… itd” w każdym razie wylądowałam na górze i porozmawiałam sobie z tymi typkami spod ciemnej gwiazdy. Zientar cyknął mi foto mimo protestów! potem BS no i jestem..

łuhh.. Ludzie ludzie, zastanówcie się nad sobą, bo nie znacie dnia ani godziny! Rozmawiając wczoraj z Leną doszłyśmy do jednego  wniosku. Na świecie istnieją takie osobniki, które z uwielbieniem wytykają innym ich przewinienia, niepowodznia, to, że czasem nawaliły i nadużyły zaufanie i dały ciała. Ale z równie wielkim zapamiętaniem wspaniałomyślnie nie zwracają uwagi jak same dają dupy za przeproszeniem i nie są święte. Więc człowieku zanim do jasnej cholery będziesz pierdolił na innych że mu coś nie poszło i Cię zawiódł, zastanów się, czy sam nnie masz wad i czy nie zdaża Ci się nawalić. poza tym, weź pod uwagę, czy więcej razy dał plamę czy jednak więcej było lepszych chwil spędzonych z daną osobą. Lenko, trzymaj się ;)

Ja-Ty, zabiję Cię, nie odpisałaś mi na GG!

O – Ja nie odpisałam!? A o co pytałaś?

J- No, gdzie kupiłaś sukienkę?

O- pojechałam do Nadarzyna, a tydzień później… poszłam do krawcowej :P

no taaa… :D tak też można.

usiusiusiu… how how how, merry christmas i takie tam inne dyrdymały. Stwierdzam,że nigdy wpis nawet w połowie zbiega się z zamierzeniami. taki mój los, “marny,ale za to własny” ;) a propo na pomysł wpadłam dizisja znowu będąc w łazience,tym razem myjąc ręce. bathroom to wpływa bardzo dobrze na moje pomysły.  :D

a mój avatar nie zmienił się,chociaż znalazłam już pongwina killera,ale nie chce się załadować. będę musiała zwrócić sie po pomoc do oszukujących w internetowe makao welbicieli komputerów :)

oh my fuckin’ gott! jaki ten wpis bezpolotowy! ;/

wystarczy na dziś.idę zaraz na naradę wojenną (czyt.pogaduchy)do Pauliny D..

Howgh





wpadka.

1 12 2008

hah, ale tytuł dałam.bo wpadłam na bloga tylko na chwilkę :P lubię takie dwuznaczności,ale tylko w niektórych momentach. ;P

dawno oj dawno mnie nie było. w życiu się nic ciekawego nie zdarzyło. matko, dzisiaj wymyślam takie rymy częstochowskie i niestety, Tetmajerem z przerwą czy bez to to nie pachnie :P

z lewa na praaaawwwoooooo

z prawa na lewoooo

wpadłam na drzewoooooo

oto próbka mojej ucieszonej twórczości stworzonej podczas prania wspomnień minionego weekendu czyt. ubrań w których byłam w Paso (zwanego przez Kubę pasodoble). oj działo się na Mazurach,oj działo. w sumie jak się OMG ( Ola,Monia i Gosia) ze sobą spotkają-inaczej być nie może. Ok 21 zostawiłyśmy starsze pokolenie świętujące przy stole i rozstrząsające sprawy z przeszłości,teraźniejszości i przyszłości a same w powiększonym składzie o jeszcze jedną Monikę ruszyłyśmy…. zasiliłyśmy moc w sklepie u Mroczka i poszłyśmy na przystanek. potem wbiłyśmy do Paso ;) i nie wyszłyśmy do 2.30  :P w międzyczasie dobiła do nas Drozda,która po raz kolejny zwiała z domu na szaleństwo sobotniej nocy. Rano tekst “jak pięknie dziś wyglądasz” nie był całkiem trafiony,ale po ogarnięciu jakoś poszło. wróciłyśmy do domu, Gośka pojechała do interku….i huu koniec weekendu ;) życzę wam takich samych i takiej rodziny xD

_____________________________________

sprawy bieżące. przygotowania studniówkowe pełną parą. Jestem na etapie poszukiwania sukienki i zaczynam wpadać w lekką panikę. :) najważniejsze że wpłaciłam zaliczkę i oddałam zgodę xD

“X-men”:
haha:D
i niech Ci rodzice zgode napisza:P
Ja:
a nie wiesz jaki tekst tam dać?
“X-men” :
wyrazam zgode aby moja corka Alex D***** uczestniczyla a calonocnej popijawie z okazji matury 2009

jak jeszcze nie napisaliście,to wiecie co tam umieścić xD nie skomentuję pisowni mojego imienia :P

a dzisiaj mieliśmy pierwszą próbę taneczną. Chaos,rozgardiasz i inne połaczone z życiowym temperamentem dały nam niesamowitą mieszankę wybuchową ;) Nie wiem czy dłużej niż minutę udało nam się zatańczyć poprawnie :P Sor M. padał ze śmiechu, a z kolei Fero biegał za Chyckiem z komórką i robił mu zdjęcia. Ja się nie dziwię, widok jego poloneza na pierwszej próbie – bezcenny.;D

aaa i uważajcie w tunelu. Można dostać po tyłku :P wal(e)c w naszym (moim szczególnie) wykonaniu był hmm.. interesujący? ;) póki co mylę nogi,ale mam czas.kiedyś zaszaleję z tatą na jakimś weselu i zatańczę,to się ludzie zdziwią.  ;>

moi mili, opis “Tak bardzo chcę dotknąć Cię” nie jest

A) ani gorszącą propozycją

B) moim nie mogącym powstrzymać pragnieniem :P

a po prostu tekstem piosenki ;) posłuchajcie. :D zapamiętana z weekendowej nocy baunsu :)

o kurcze,jak się dzisiaj rozpisałam.a  biorac pod uwagę,że głowa mi wysiada od cudownego przeziębienia to jestem mistrzem xD

Everybody_

Howgh





z dziennika desperatki.

20 11 2008

Po raz kolejny zostałam wystawiona w moim rodzinnym domu na próbę. Ja, ograniczająca poziom i ilość spożywanych cukrów wkroczyłam do kuchni i zobaczyłam TO-CUDO. Mała kanapka z Nutellą. Leżała sobie sama  na talerzyku,samotna, kusząca. Czekolada błyszczała w świetle płynącym z patefonu wiszącego pod sufitem. Nic tylko podejść,zanurzyć zęby (oczywiście,jak ktoś ma :P ) , poczuć świeżość bułki z połączeniem orzechów laskowych,kakaa i mleka w postaci Nutelli. Otrząsnęłam się z wrażenia i przeszłam obojętnie koło kanapki. – Patrzyła na mnie :O  Sięgnęłam po jabłko. Tylko,że w obliczu tego, co zobaczyłam przed chwilą straciło ono jakiekolwiek walory. Ze smutną miną wyszłam z kuchni i zgasiłam światło. Siedząc w pokoju przeżuwałam jabłko i myślałam smętnie tylko o jednym. Zjadłam ogryzkę, pozbyłam się ogonka i zasmęciłam się. Po chwili wystartowałam niczym strzała do kuchni, wyciągnęłam rękę i sięgnęłam po kanapkę,ale…. odsunęłam dłoń,zgasiłam światło i wróciłam do pokoju. Wierciłam się, czułam się jak w kleszczach. Poszłam do kuchni,popatrzyłam i wróciłam. Aż w końcu?! Wpadłam na genialny pomysł. Pobiegłam do kuchni i schowałam kanapkę do lodówki.

Mama strasznie się śmiała z mojej historii ;P

to by było na tyle ;D

poza tym nic oszałamiająco ciekawego się nie dzieje ;) tylko wczoraj śnieg padał. Od razu lawina sms że śnieg pada. :D Miło miło mi się zrobiło. ;) I oczywiście zamiast lepienia bałwana niektórzy wybrali obrzucenie mnie śnieżkami :P

poza tym nic innego mi do głowy nie przychodzi.

trzymajcie się ciepło w coraz zimniejsze wieczory :D

coś do posłuchania od Ewciarza dostałam TO . Osobiście przypada mi do gustu sposób zrobienia. ;)

Howgh.





brakduszy.

5 11 2008

Dlaczego nasze życie w pewnych momentach kręci się tylko wokół jednej osoby?! Zwykły spacer, rozmowa, SMS, gest czy wspólne śmianie się powoduje,że unosisz się na skraju jaźni, euforii, snu i niewspomaganego odlotu. I to tylko JEDNA osoba! A chwilę później leżysz 6 stóp pod ziemią z zamarłym krzykiem bólu na wargach? I to też TYLKO jedna osoba. Może temat,zostawiam otwarty,ale ja odpowiedzi nie znam…

drugie, co ostatnio przewija się w moich myślach to WOLNOŚĆ

To hasło kojarzy mi się z pewną osobą. Ale ogólnie z każdym człowiekiem także….Staramy się pilnować wolności i przestrzeni. W dobie prawa, otaczającym nas zewsząd ideologii i czasu życia w zamkniętym systemie trudno jest o zachowanie wolności. Dlatego niektórzy nie starają się zawierać głębszych znajomości, bo po co kolejna osoba ma zabierać im ten skrawek przestrzeni, którego tak bronią. ( ale Gombrowicz stwierdził jednak,że z Formy nie można się do końca wyrwać. Z jednej wpada się w drugą,ale warto wybrać tę korzystniejsza dla siebie..)

Jak skomentowałam wpis do Gosi posta – niektóre sytuacje w wyniku tego,co się dalej toczy wydaje Ci się,że to zniknęło,albo w ogóle nie zaistniało i było wytworem Twojej wyobraźni. Dlatego.. łapcie chwile, róbcie zdjęcia,zapisujcie. a potem…możecie schować albo spalić  Nie można żyć tylko wspomnieniami,ale warto mieć pamięć.Kiedy szczegóły wyblakną….

Uważajcie na to,co mówicie innym. Nie mówcie “Kocham Cię” kiedy nie jesteście pewni i pierwszy raz nigdy przez telefon! I nigdy w stanie totalnego upojenia.!!! ;(

Do posłuchania: Ania D.

___________________________________________________________________________________________________

Wybory w USA

Howgh.





czarny klawisz.

26 10 2008

Sobota minęła mi sprzątaniowo-zakupowo-basenowo-naukowo. Poszłam na basen z moją walniętą siostrą po raz pierwszy od pół roku gdzieś, nie kłamię.Maniek się ze mnie śmiał jak mnie zobaczył, ludzi sporo. Póki co moje zatoki się nie odzywają,więc miejmy nadzieję,że będzie dobrze. Marta wygłupiając się ze mną uprawiała pod woda swoisty headbaging. Musiałam nurkować,żeby nie zwracać na siebie uwag całego basenu,kiedy się śmiałam. A no, i na koniec dnia obejrzałam z tatuśkiem “Terminatora II”. Dzisiaj, Wwa. nauka, zakupy :)

Idę ulicą
Uśmiecham się
Skonstruowałam bombę
Skondensowaną śmierć
Znam datę i godzinę
Gdy świat się zacznie bać
Policja wszystkich krajów
Rysopis mój chce znać

Wszyscy gadają o studniówce. A ja? mhmm.. jakoś obok. znaczy,myślę o tym,jaką sukienkę by tu kupić :P

w sumie to nawet nie wiem, czy dalej trwa niszcząca wojna na gronie odnośnie tematu, dekoracji, muzyki, jedzenia i dopuszczalnej wysokości obcasa :> Przeczytałam pierwsze 5 postów,ale po wysłuchaniu ile osób się przez to zdenerwowało, stwierdziłam,że nie będę tego dalej czytać. Wyszłam z założenia,że lepiej wiedzieć mniej niż za dużo.Lepiej na wątrobę ;)

ostatnie dni października. Zbliża sie pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku listopada czyli Wielki Dzień dla przyjaciół z zza Atlanktyku. Chłopaki z Ameryki będą wybierać swojego idola, bożyszcze państwa, który poprowadzi ich społeczeństwo w świetlaną przyszłość xD

Pomiędzy Johnem McCainem a Barackiem Obamą trwa wyścig szczurów.Niedawno,.. nie,właściwie to jednak dawno, wzięli udział w ostatniej debacie. Kulturalnie sobie nawrzucali, trochę autozareklamowali i ogólnie każdy chciał pokazać jak to niesamowity on nie jest ;]

Tutaj, dla ludzi, którzy wiedzą,że nie do końca potrafię traktować rzeczy na poważnie-kawałek debaty w wersji zmienionej:

Obama-Wolny handel śmierdzi.Traktat handlowy z NAFTA to chłam.

Mc Cain-A ja jestem za wolnym handlem. Odwiedź Kolumbię szczeniaku, to nasi sojusznicy.

O-3xNIE! Tam łamią prawa człowieka,organizują zamachy na członków związków zawodowych!!

Mc-Co Ty pieprzysz, Ty gadasz z przywódcą Iranu i to bez warunków wstępnych,a do Kolumbi jechać nie chcesz?!Poza rtym w swojej kampani grasz nie fair!

O-Stary, to Ty oskarżyłeś mnie o konakty z terrorystami!? Czy  to było fair?

Mc-Fuck You!

O-You too!

Tak według mnie wyglądałaby debata bez udziału kamer i kilku milionów ludzi przed tv.

Brrr..kończę z tą polityką,bo aż gęsiej skórki dostałam ;)

ehh… miłego wieczoru Wam życzę.

i uważajcie,kogo obdarzacie uczuciami.Nie chodzi o to nawet czy będziecie z tą osobą. Chodzi o sam fakt położenia zaufajnia. To niemiłe, kiedy zdajesz sobie sprawę,że osobą, dla której byłeś w w stanie wiele zrobić to zwyczajne NIC.y kobiety jesteśmy głupie, myślimy,że mężczyźni się dla nas zmienią.:(Gówno prawda. Jeśli człowiek byl egoistą, to nim pozostanie. Nie myślcie,że nagle zacznie się o was troszczyć i w ogóle. Tak nie będzie, może wam zamydlić oczy,ale nadal pozostanie sobą i będzie traktował dobro swoja nadrzędnie nad wami. Nie przeczę,że z kobietami tak nie jest,pewnie jest tak samo.Eh.. za dużo we mnie goryczy.chciałabym się wyzbyć emocji.

dość tego,bierzemy się za siebie.

Howgh. :)





meteoryt

22 10 2008

tak a propo tytułu, to sobie przypomniałam małą historią z dzieciństwa. Bawimy się koło domu  i nagle Patryk znajduje taki kamień który wygląda trochę jakby zwietrzał, jakieś dziurki w nim jakby od pęcherzyków powietrza, jakiś sczerniały,jakby spalony. I On mówi,znaczy Patryk, nie kamień (znaczy to coś, co znaleźliśmy) – to na pewno jest meteoryt! Patrzymy,a  tu na horyzoncie, taka smuga.. znaczy nie na horyzoncie, tak bliżej, biała smuga jakby z dymu :P , niewysoko nad ziemią i oczywiście stwierdziliśmy, że to ten meteoryt zostawił takie cudo po przelocie z innego, kosmicznego świata. pamiętam,że wtedy się strasznie pokłóciliśmy kto ma wziąć NASZ własny meteoryt do domu! xD chyba miały być dyżury dniowe. a ja szczerze mówiąc już chciałam zbadać go w domu lupą i szukać jakiś śladów obcych, jakiś znaków i tym innych,żeby coś odcyfrować i uwierzyć że nie jesteśmy sami in space  ;)

I’m gonna send him to outer space,
to find another race.
I’ll take your brain to another dimension.

dzień jak co dzień mi minął. Szkoła nuudna jak cholera, no może poza pierwszymi niemcami, na których nadmuchaliśmy krokodyla zrobiliśmy parę ćwiczeń a potem poszliśmy robić próbę na aulę. Potem już wszystko toczyło się swoim trybem ;)

Dzień który zaczął się marnie
I marnie skończy się
Może strułem się jabłkiem
Nie wyspałem

Na macie dalej wibracje, czy tam dewiacje z powtórzeniami i bez powtórzeń :P . Poziom mojego załapania? Na jakieś 12 zadań zrobionych na lekcji umiałam jedno w całości :D jestem z siebie dumna, a z Pjachji jeszcze bardziej, bo pomyliła się tylko ze 4 razy w trakcie dwóch lekcji.Znów nawiałam z angola, ale biorąc pod uwagę,że dla mnie poziom książki jet za wysoki, boję się sora i nie chciało mi się iść, to … trudno się dziwić.;)

Może siedzi we mnie wczorajsze
A jeśli nie
Może ktoś zapewni
Jest dobrze jest dobrze jest

WOS wos WOS. jutro kartkówka, niby się nauczyłam,ale.. wszystko mi się zlało w jedną całość, jak żółtka z jajek w cieście. To tyle opisu dniowego.

dzisiaj wymyśliłam moją własną definicję miłości,, kiedy to wracałam z apteki – miłość jest specyficznym rodzajem przyjaźni, w którym dwie osoby wchodzą na wyższy poziom wtajemniczenia.Łączy się to ze zdobyciem wcześniej odpowiednich skilli takich jak zaufanie, możliwość polegania na drugiej osobie, oraz umiejętność kompromisu ;)

za oknem jesień, a ja marzę o leżeniu na łące słonecznej Andaluzji wraz z przystojnym Hiszpanem, który nieoczekiwanie porwałby mnie do ognistego flamenco. albo czegoś podobnego..

to dzisiaj tyle

Read and enjoy :D

Howgh





od niego.

20 10 2008

I am nothing

w sumie tyle.

Howgh.