wyszłam
będąc w środku nie widzę
nic nas nie rozłączy
na pewno
wy.my.oni.
punktuadelia w zmysłowolni
obok
w sukni białej
u św. Anny
Późna jesień. Nawet nie zauważyłam kiedy.
Czekasz na jakiś dzień, on przychodzi i.. i jest. Co z nim zrobić? W niebieskiej sukience łapiesz łzy spadające na grzywkę osoby przed Tobą. Klęczy? Nie.. nie chcesz pierścionka.. Sięgasz dłonią do tych dłoni. Juzus? Co On tam robi?
Spodziewasz się czegoś innego, wymyślasz setki scenariuszy, ustawiasz kamerę na tysiące sposobów, nucisz odpowiednie melodie. Staje się. Pyk, i znika. Co się po kolei działo? Jak patrzył? Co słyszałaś? Pustka. Chwila zbyt krótka, żeby ją zapamiętać.
Zbyt długa, żeby zapomnieć.
00:27
nie
usprawiedliwiam
priorytety
Zrobisz to samo. Ustawisz kolory. Sama dla siebie.
szkoda
taka dziewczyna
góry, domek, dwójka dzieci
Też tak umiesz. Widzisz drogę, znasz okolicę. Same profity. Cena? Przecież sprzedajesz – to Tobie płacą. Stracisz. Zyskasz.
‘muszę tam być
po przyszłość’
Wiesz, że się nie zmieni.
Wiesz, że się nie zmienisz.
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -
Kolejny największy błąd jej życia. W jego obliczu wszystkie mechanizmy obronne zawiodły – musiała zniknąć. Opuściła bezwiednie swoje zarażone ciało.
Nie, nie szukała antidotum. Żeby je znaleźć musiałaby wiedzieć co jest trucizną powodującą ten niewyobrażalny stan, w którym się znajduje. Musiałaby obwieścić to sobie i swojej drużynie, która wyruszyłaby na poszukiwanie odtrutki.
Musiałaby w końcu przyznać sama przed sobą, że te dwie maleńkie, czerwone plamki na jej szyi to nie oczulenie na wspomagacz smaku E260, ale ugryzienie. Wolała wyjśc z siebie i stanąć obok niego.
Stanęła obok siebie. Patrzyła markotnie na besilne podrygiwania swojego trupa.
Kiedy znudził ją ten groteskowy obraz odeszła zajmując jego miejsce w swojej patologicznej rodzinie. Obserwowała szczeście o imieniu na P swojej marnotrawnej siostry, zachwycała się płynnym szczęściem swojego brata, pociąganym wprost z destylarni, upajała się radosnymi uniesieniami swojej siostry prostytutki. Do żywego przejęła się problemem najmłodszej przyrodniej siostry z czwartego małżeństwa matki – brakiem partnera na coroczne święto kiczu i depresji. Wpłynęła więc na suchego przestwór korytarza i wybrały potencjalną ofiarę: niewyrośniętego imigranta ze stepów Kazachstanu. Spotkała go u logopedy, gdzie przyprowadził swoją kaczkę z wadą wymowy (gdakała miast kwakać) i został bez wyjścia. Tzn. z wejściówką w kieszeni.
Zaczęła się garnąć do ludzi, jak mysz do kawałka sera w pułapce. Pomimo fioletowości swoich szarych komórek wiedziała, że przytrzaśnięty ogonek to nic miłego. Skubała kąsek tylko z daleka, okryła go, żeby nie było mu zimno, wachlowała gdy było mu gorąco. Słowem zaczęła żyć tylko dla niego, myśląc, że nie ma innego wyjścia. Najbardziej dokuczliwe są chore układy. Jednak kiedy brzuszek zaczął przyrastać jej do kręgosłupa stwierdziła odkrywczo, że to chyba nie jest szczęście. Musiała poszukać swoich zwłok.
Nie.
Obraz nędzy i rozpaczy. Co ono narobiły jak mnie nie było?! W co się naplątało?! Ehh ciało, ciało.. Otrzepać się i do przodu. Ale plamki się rozrosły w wielkie dziury. Widać przez nie serce.. Yy.. Kto..
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -
Męski punkt widzenia.
Raz po raz ktoś pytał, dokąd idę. Nie dopowiadałem, nie mówiłem, w ogóle się nie odzywałem. Jak przyznać się do tak nieskończonego frajerstwa? Co miałem powiedzieć, że szukam Najpiękniejszego Miejsca Świata? Dla większości to pewnie tylko rudera nad brudnym jeziorem, w środku zapuszczonego lasu. Gdy pierwszy raz tu trafiłem myślałem tak samo.
Dom, jak dom. Mały i stary. 50 metrów za nim jest jezioro. Zejście piaszczyste, ale niepodobne do plaży. Nad samym brzegiem stoi huśtawka, wysoka na kilka metrów. Naokoło rosły tylko dzikie krzaki i drzewa. Gdy spojrzy się na dom z daleka widać odrywający się tynk, powyłamywane okiennice i połatany byle jak dach. Wysłużone drzwi nie raz doświadczyły drapania psów. Cały dom składa się z kuchni, łazienki, jednego pokoju i poddasza. Jedynymi sprzętami są stół kuchenny, dwa krzesła oraz łóżko na piętrze. W pokoju na dole uwagę przykuwa czarna dziura w ścianie, zapewne służąca jako kominek. Łazienka wyłożona niemodnymi niebieskimi kafelkami, z żadnego kranu nie leci woda – za to w rurach gra pajęcza orkiestra.
Wszystko pasowało mojemu nastrojowi. Chciałem zostać sam, zniknąć, wtopić się w tło. Siedziałem więc w pokoju i oglądałem wiszące obrazy. Jeden z nich przedstawiał kobietę, łudząco przypominał „Dziewczynę z Perłą”. Na przeciwnej ścianie wisiał plakat przedstawiający boski palec i wyciągniętą rękę człowieka. Dziwne połączenie. Widocznie poprzedni właściciel miał wysublimowany gust… Wpatrzyłem się w tę rękę, która decydować miała o losach ludzkości… o moich losach. Kiedy ktoś zastukał do drzwi byłem pewien, że to Pan Bóg. No i nie myliłem się. Pan Bóg przyszedł do mnie w ciele Najpiękniejszej Kobiety Świata. Byłem w osłupieniu, że Ona tu jest. To po pierwsze. Po drugie byłem w osłupieniu, że ja tu jestem. Z Nią. Co krok zrobiła, to ja w panikę, że krok robi. Już jak ja się do niej zbliżyłem, to byłem w zdumieniu, że się zbliżam. O, k…. zbliżam się! O, k… jestem blisko! O, k… odezwałem się! O, k… popatrzyła na mnie! O, k.. mówi do mnie! Takie okrzyki wznosiłem w duchu. W nich też tkwiła istota powodzenia. To one miały mi pomóc uprzytomnić sobie co się dzieje. Jednak z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk. Za to Ona podeszła, kazała mi rozpalić ogień i wyszła. Zrobiłem to i czekałem. Nie wiedziałem czy wróci. Poszedłem na poddasze i dotykałem palcami wyżłobionych na suficie liter, które układały się w słowa „kocham Marka – Beata”, albo „K+O=WM”. Położyłem się na łóżku zastanawiając się, co romantycznego mogli widzieć ludzie w tej budzie, żeby wypisywać wszystkie te bzdury. Irytowało mnie trzeszczenie kiczowatego baldachimu nad łóżkiem, więc zszedłem na dół po skrachciałych schodach. Zobaczyłem przez okno Ją siedzącą na huśtawce. Podszedłem cicho po dróżce wyłożonej kamieniami. Spojrzała na mnie swoimi pięknymi, błękitnymi oczami. Dojrzałem w nich smutek. Pchnąłem kilka razy tę starą huśtawkę. Mechanizm zajęczał i powoli Najpiękniejsza Kobieta Świata zaczęła wznosić się w powietrze. W tafli jeziora zatapiało się słońce. Jego czerwień współgrała z czerwienią Jej sukienki. Jej jasne włosy zdawały się płynąć razem z wodą w jeziorze. Drzewa rzucały złowieszcze cienie, ale czułem, że wszystko się ułoży. Przynajmniej na chwilę. Podałem rękę mojej drogiej Przyjaciółce i poszliśmy razem do domu.
Dom, jak dom. Maleńki i uroczy. 50 metrów za nim jest jezioro z najczystszą wodą jaką widziałem. Piasek przy zejściu tak przyjemny, że chciałoby się tam skakać boso. Wysoka huśtawka zdawała się unosić swojego pasażera do samego nieba, do gwiazd. Krzaki i drzewa wokół zdają się osłaniać to miejsce przed złością i zabieganiem całego świata. Gdy spojrzy się z daleka na dom, wydaje się, że czas wyskrobał na tynku jego historię. Jakby ktoś chciał, mógłby się tam dopatrzeć największego dzieła sztuki. Okiennice przypominają czasy sprzed stu lat, kiedy kobiety wyglądały z nich utęsknionymi oczami wypatrując swoich narzeczonych. Łaty na dachu pokazują, że ktoś dbał jednak o ten dom i nie odważył się wymienić do na nowszy. Wysłużone drzwi pewnie nie raz doświadczyły emocji domowników, kiedy to po ogromnej kłótni mąż wybiegał z domu, żeby za chwilę wrócić i wziąć w ramiona swoją ukochaną żonę. Cały dom składa się z kuchni, łazienki, jednego pokoju i poddasza. Wszystko jest tak przytulne, że gościowi chce się przytulić do którejś ze ścian i podziękować im, że są. W kuchni stoi stół i dwa krzesła. Jeszcze czuć zapach romantycznych kolacji spożywanych przy świecach przez dwójkę zakochanych. W pokoiku na dole nie ma nic oprócz kominka i skóry na podłodze – widocznie kochankom nie potrzeba było nic prócz ich samych. Ciepło wydobywające się z paleniska i lekkie światło pochodzące od ognia tworzy nastrój tajemniczości i zarazem spokojnego ukojenia. Na poddaszu stoi łóżko z baldachimem – pewnie pozostałość po odosobnionym raju kochanków.
Wszystko się zgadzało. Moje palce wprawnie rozpinały jej sukienkę i guzikom jej sukienki podobały się moje palce. I jej sukience podobało się, że zsuwa się z ramion, i jej ramionom podobało się, że zsuwa się z nich sukienka. Zapięcie jej biustonosza chyba poczuło niedosyt, że moje palce zajęły się nim tak krótko, ale moje palce były dumne z siebie. Jej pasowi do pończoch, który ująłem na wysokości bioder, podobała się siła moich dłoni, a moim dłoniom podobały się pończochy zdobiące jej nogi. Pończochom podobało się, że zmusiłem Najpiękniejszą Kobietę Świata, by na chwilę usiadła. Wiedziały, że najlepiej wyglądają na wyprostowanych nogach, i doskonale wiedziały, że jak mają się z jej nóg zsuwać, to przecież nie na stojąco. I zsuwały się niczym fala odsłaniająca ciało Afrodyty.
Miałem w łóżku Najpiękniejszą Kobietę Świata w Najpiękniejszym Miejscu Świata. Jak tam wrócić?
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -
Podobno jak wszystko dobrze się układa, to człowiek staje się mniej czujny. Zaczyna się myślenie ‘do przodu’, a nie ‘na boki’. Zwraca się wtedy uwagę na przyszłość, a kompletnie olewa teraźniejszość. Mówi się, śmieje się, bawi się – a środowisko jest czujne. Przestaje się patrzeć na kogoś jak na swoją przyjaciółkę, nowego znajomego, czy byłego chłopaka – stają się oni po prostu ludźmi. Ludzie jak ludzie – wszyscy tacy sami, jedna wielka szara masa. Traktuje się ich tak samo, bo i dlaczego ma się kogoś uważać za szklaną kulkę? Była przyjaźń, była miłość, była nienawiść, była złość. Wszystko czas przeszły. Czas przeszły ma to do siebie, że nie odnosi się do teraźniejszości.
pierdolę
Jedno słowo. Ale za każde swoje jest się odpowiedzialnym. Odpowiedzialność za słowo, to gotowość do przyjęcia krytyki, gotowość do zrozumienia ewentualnego błędu i umiejętność przeproszenia, gdy słowo kogoś zraniło. Dlatego najlepiej jest komentować czyjeś słowa wprost do autora. Nie do odbiorcy, nie do czytelników, nie do słuchaczy – do autora. AUTORA.
Ja pierdolę!
Jedno zdanie. Ale za każde swoje zdanie jest się odpowiedzialnym. Odpowiedzialność za zdania wygląda podobnie jak ta za słowa. Analogicznie również powinny wyglądać komentarze do zdań.
Kiedy ktoś przenosi słowa/zdania, staje się ich nowym autorem. Odpowiedzialność przechodzi na niego. Słuchacz nie ma żadnej pewności, czy rzeczywiście osoba cytowana wysłała dany komunikat, czy też może osoba cytująca nie zrozumiała źle tej pierwszej, bądź po prostu, po ludzku nie przekręciła komunikatu. Ale zazwyczaj wierzy się osobom donoszącym, a nie osobom oskarżanym. A właśnie, bo kiedy się donosi, to zazwyczaj nic dobrego z tego nie wynika..
Nie wracam do przeszłości. Wiesz jaka jestem – chamska, wredna i niesympatyczna. Moje słowa często mają 3. dno, ale.. ale dlaczego doszukujesz się go akurat w tych, które są żartobliwe, płaskie, płytkie? Trudno zrozumieć człowieka, łatwo mu przypisać daną postawę.
Jak zachowa się książę, gdy znajdzie się wśród plebsu? Zacznie zachowywać się jak oni, czy też zachowa swój szlachetny bon ton? Zapewne obydwie opcje zostaną skrytykowane. Dlaczego? Bo książę jest zbyt silną postacią, żeby go chwalić. Księciu się zazdrości. Patrząc na księcia szuka się dziur, plam, niedogolonych policzków. Zastanów się, czy warto uwierzyć wieśniakowi, który raz zauważył wypalony ślad w rękawie księcia. Może to był tylko cień, a umysł wieśniaka pragnącego w końcu mieć co mu wytknąć wyprodukował sobie resztę?
Straciłam jedną osobę z załogi. Dziękuję za owocną współpracę i życzę powodzenia na nowej drodze życia.
Definitywnie zmieniam środowisko. Uczę się na błędach, nawet cudzych.
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -
Co jakiś czas nachodzi mnie przerażający Smęt, który chce bezceremonialnie wkroczyć w moje myśli i zająć ich przerażająco dużą część. Moje myśli, jak niezbyt powszechnie wiadomo, ogromnie szybko galopują i powstrzymać je niełatwo. Dlatego też wyrzucam Smęta za drzwi pokoju, za okno, za róg. Ale co z nami będzie jak znajdziemy się na zakręcie? ![]()
Reguły są po to, żeby je łamać, jak przekornie głosi wymyślona na rzecz nieomylnych ludzi formuła. Niestety, jak to bywa z takimi regułami, nie pasuje mi ona. Nie ma filozofii życia, jest tylko technika. Technicznie więc rzecz biorąc, nie powinno się łamać reguł dla zasady, bo szlag trafi wszystko. Zresztą, nad czym ja się rozwodzę – przecież wszystko i tak zostało stworzone, powiedziane, wymyślone na potrzeby mechanizmów obronnych. Sami siebie tłumaczymy, sami siebie usprawiedliwiamy, sami sobie wymyślamy wymówki. Niektórzy idą dalej i tłumaczą innych, innych usprawiedliwiają i innym wymyślają wymówki. Ktoś młodszy, nieświadomy i bardzo chętny zgłębienia tajemnic świata bierze się za ten shit i nieświadomie wchodzi w koło – dalej tłumaczy, usprawiedliwia, wymyśla. Jednak życie z jedną w miarę sprawnie działającą półkulą mózgu jest bardziej pociągające.
Nie warto walczyć, gdy nikt nie patrzy, nie warto pisać gdy nikt nie czyta. Żaden autor twierdzący, że pisze dla siebie i nie obchodzą go czytelnicy nie jest szczery. Owszem, każdy tworzy dla siebie – ale nie chodzi tu tylko o zapisanie kilku stron taniego zeszytu 60kartkowego, ale o reakcje ludzi czytających.
Akceptacja zawsze dla mnie była domeną ludzi słabych. Zmieniłam zdanie – tylko cholernie silna bestia potrafi zaakceptować każdą sytuację. Owszem, przejść z czymś do porządku dziennego – łatwizna. Lecz sprawić, by coś nie siedziało w kącie ostatniej szufladki po prawej stronie i nie wyłaziło na wierzch o 1:37 w nocy.. już gorzej. Nie ma dla mnie nic gorszego niż bezsilność. Fakt faktem – zawsze można coś zrobić i o tym jestem przekonana. Tylko nie zawsze jakiekolwiek wyjście jest właściwym wyjściem. Czasem lepiej poczekać w przedpokoju aż kochanka męża schowa się w szafie, niż wejść i nakryć ich na gorącym uczynku. Ehh przykład chyba ma się do tematu bezsilności jak pięść do parapetu, ale musi zostać. Bo pokazuje, że lepiej mi było się nie ośmieszać i nie podawać przykładu, niż silić się na byle co. [Właśnie podanie przykładu zostało wykorzystane jako właściwy przykład] W każdym razie – lepiej przełknąć brak dobrej opcji i przejść do wyższej szkoły akceptowania trudnych warunków, niż na siłę zmieniać sytuację choć wiadomo, że może być tylko gorzej. Nie, nie mówię tu o porzucaniu szans – mówię tylko o nie myleniu szansy z pułapką.
Mówi się, że zawsze dobrze na coś czekać. Eetam, dla niecierpliwego człowieka to tylko kolejny problem. Lepiej pomyśleć o kolejnym odcinku Mody na sukces – przynajmniej pewne, że niedługo zostanie wyemitowany.
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -
Mhm, usłyszałam ostatnio ciekawe zdanie, a dokładniej zarzut.
Kurwa! Zachowujesz się gorzej niż kurwa! Bo i kurwy kogoś szanowały..
Prawda? Nie wlepiam tego w kanon opisu mojej osoby, ale.. we wszystkim jest ziarnko prawdy (podobno). Obejrzyjcie inne beczki ->
Musiałam pójść.
Poszłabym spać.
Spałabym marząc.
Marzyłabym wiedzieć.
Wiedziałabym widząc.
Widziałabym będąc.
Byłabym żyjąc.
Żyłabym mogąc.
Mogłabym chcieć.
Chciałabym dać.
Dałabym biorąc.
Brałabym stojąc.
Stoję i pójdę.
Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.
Mało osób umie uszanować Ciało i Krew Jezusa. Kto idąc do ołtarza wierzy, że za chwilę będzie miał w ustach zmartwychwstałego Brata? Wiara czyni cuda – nic dziwnego, że za dużo cudów nie ma..
Jestem.
Taka sama, nie zawsze, przeważnie.
Dla Ciebie inna, dla niego taka sama.
Widzę gdy patrzę? Nie zawsze, nie zawsze.
Potępiaj, potępiaj – bez tego nie zasnę.
Komentarz, natura, zły urok zająca.
Urojenia w mej głowie.
bezkońcabezkońca
Chwalebna idea, obłąkańcze drgania.
Cichego światłowstręt urąga wygnania.
Not to be.
Bezbłędnie szalony rachunek mniejszości niewielkiej nie mógł się oprzeć słabości.
Najbardziej pożądane są właśnie wady.
Kochamy ludzi za krzywy nos, za skłonność do kłamliwości, za wielki tyłek, za chamstwo. Przesadzam, wiem, jak zawsze przy generalizacji. Generalizacje nie są złe. Bez nich nie dałoby się teoretyzować, a więc nie dałoby się myśleć. Wracając, lubimy ludzkie wady. Ludzi, których największe wady są ich zaletami się boimy. Boimy się tak bardzo, że chcemy ich odsunąć, zniszczyć – tak bardzo przypominają o Boskiej nieomylności.
Tyranizuj.
Trzymaj silną ręką, nie daj się oszukać.
Nie da się rządzić w imię demokracji.
Trzystu nigdy nie wygrało swych racji.
Jedynak najlepszym władzy dziedzicem
bez chorych ambicji, przesmagany biczem.
Pacyfikację przeprowadzić – mordując opozycję, rodzinę opozycji i znajomych rodziny opozycji.
Niezgoda? Niezgodą zgodę się buduje –
wiadomo kogo skrócić o głowę,
kiedy baranka na drzwiach nie wyrysował w porę.
Baranek ma dwie głowy?
A to ci heca!
Baranka zatrzymamy – właściciela do pieca.
Niszowa, niszowy, niszowe, niszowi.
Nie dziel sobą,
inny to zrobi.
Jedyność przysparza człowiekowi wielu kłopotów. Najlepszy jedynak musi mieć ogromny kontakt ze swoimi poddanymi. Obywatele muszą czuć ciągłą obserwację, ciągła kontrolę – inaczej zaczną sobie czcić bożków z brązu. Bóg miał trzy osoby. Jedynak praktycznie też – ustawodawca, wykonawca i egzekutor.
Wzięło się to wszystko, jak zazwyczaj, z mojej głowy. Za dużo historii się tam ostatnio gnieździ. A propos, 20/20 z pracy z histy
Przy 4 i 3 z testu i tekstów źródłowych to jednak mały sukces, ale sam fakt się liczy. Dajcie mi na maturze taki temat! No prrroszę
A wiecie, że większość Małgorzat – czy to księżnych czy królowych czy arystokratek – była bezpłodna? A te co już były płodne rodziły jednego okrutnego synalka. Ciekawa perspektywa..
Jutro Rada. Jakoś mnie to średnio nosi, obowiązek obowiązkiem – trzeba to trzeba. Posługa dla ludu i te sprawy – jednak trzeba odpowiedzialnie piastować swoje funkcje.
Ostatnio moje ulubione powiedzonko (wiem, wiem, że Komuś zabrane
):
NIEKTÓRYCH RZECZY NIE PRZESKOCZYSZ!
Może nie całkowite, ale jednak pogodzenie się z losem najbardziej procentuje. Wkurwiać się tylko po to, żeby potem i tak nie zobaczyć pożądanych efektów? Heh, z tego pieca już mi chleba wystarczy. Próbujemy czegoś innego – działania na full, ale z realnym rozpatrywaniem wszystkich czynników stymulujących.
Brawissssimo ![]()
Waszym zdaniem