header image
 

a po co tytuły

niniejszym ruszam do ataku a mianowicie i tak się chyba nie udało i ja jako zachariasz nie weszłam w życie. trudno. od razu mówię,że nie panuję nad składnią. jest to element mojego życia, a że nad nim cholernie ostatnio nie panuję to tak wychodzi. Co ciekawego może napisać taki nihilista jak ja? no cóż. chwilowo płynę z prądem przez “Sto tysięcy jednakowych miast”. powoli powoli..ale kiedyś się podniosę.a teraz skończę pisać o sobie bo to tak interesujące i ciekawe jak 3 zeszłoroczne spleśniałe gołąbki.. ( takie danie z kapusta.nie o ptaki chodzi) kuję moczowody z bioli  i badam poziom białka w moczu.wazna sprawa to jest.nie ma się co śmiać. no i staram się zapamiętać że w nerkach są piramidy..i miedniczki.. taka nerka, ciekawy organ. z resztą jak każdy.

wynurzenia..do takiego działu zapisałam wpis… miałam ostatnio wynurzenia na temat kłamstwa. nie będę tu opisywać, bo nawet zainteresowani by się znudzili. konkluzja jest taka,że nie zawsze kłamstwo wychodzi na jaw ( ile małżeństw żyje w kłamstwie. autopsja- wiele moich kłamstw na jaw nie wyszło :P ) , a drugie,że jesteśmy w tym wszystkim perfidni. Nawet kiedy zdajemy sobie sprawę,że osoba wie,że ją oszukujemy to twardo wciskamy kit. a do skrajności dochodzi,jak w niego uwierzymy. chociaż to już chyba głupota ludzka  i takie tam aspekty.

to nara, CU ( see you).. Howgh. a pisałam ja - Zachariasz Nihilista. (wpis 1) :)

sezon rozpoczęty

Uroczyście oświadczam, że rozpoczęłam z wielką pompą sezon wycieczkowy ;)

Dzisiaj poznawałam okolice Wilamowic, Niwy, Przemkowa i Ilina, odwiedzając także Płońsk. Celem stał się enigmatyczny wiatrak. Okazało się niestety, że to tylko stara wieżyczka z masą żelastwa na szczycie.. Ale z 15km wygląda imponująco ;) W planach mam wejście na szczyt z aparatem, a jeszcze lepiej z Fotografem..

Jak przeciętny człowiek z mojej parafii byłam także w kościele. Odpust. Czyli masa ludzi przy parkanie i zabawki za parkanem. A biegający, mały chłopczyk dotykający co drugiej osoby krzycząc “Bejek!” był naprawdę komicznym widokiem. Ehh i ksiądz Tabaka mówił kazanie.. Ja, jako historyk z pasji, nie mogłam go niestety słuchać. Jak można wmawiać komuś, że Stanisław ze Szczepanowa był zajebiście świętym człowiekiem? I może jeszcze wcale nie spiskował przeciwko Bolesławowi? Niby sprawa sporna, ale wykorzystywać ambonę, żeby głosić swoje zdanie to przegięcie.. I do tego twierdzenie, że Gandhi bardzo lubił i podziwiał chrześcijan ;|

świat stanął na głowie. A my jesteśmy w “czarnej dupie”.

Idę.. zrobię sernik;P

ciąg dalszy wpisu poprzedniego

Miłość wyróżnia się z innych zachowań międzyludzkich, ponieważ miłością w wielkim stopniu jest też przyjaźń. Miłość posiada strukturę aksjologiczną. To znaczy, że tym co ją tworzy jest wyjątkowość i jedyność drugiego człowieka. Psycholodzy mądrze mówią, że w miłości nie może nastąpić zjawisko przeniesienia, nie można dowolnie podstawić innej osoby w relacji miłosnej. Bo czy siostra bliźniaczka zastąpi ukochaną małżonkę? Miłość sięga głębiej niż powierzchowność, niż cechy osobowości człowieka obecne w psychice tej drugiej osoby. Tu właśnie jest pierwszy element aksjologiczny - jedyność i niepowtarzalność drugiego człowieka. Miłość już w początkowej fazie jak gdyby przeczuwa jeszcze inne wartości przedmiotu aniżeli te, które już zostały ujawnione. Drugi człowiek jawi się w takich wartościach jak piękno, wdzięk, witalność, mądrość, inteligencja, głębia duchowa itd. Czyli miłość jawi się jako swoista odpowiedź na wartość. Wydaje się, że jest to tutaj kluczowe pojęcie. Odpowiedź na całościową wartość ucieleśnioną niepowtarzalnie w konkretnej osobie ludzkiej. Na tym poziomie jesteśmy niepowtarzalni. Nikt nie posiada takiej samej mozaiki wartościowości. W miłości bardzo głęboko tkwią pewne jakości aksjologiczne. Poza wartościami miłość staje się niezrozumiała, staje się jakąś iluzją. Byłoby też nieporozumieniem ujmowanie istoty miłości nie wychodząc od siebie.

Miłość z istoty swojej jest ekscentryczna. Centrum nie jest we mnie, tylko jest na zewnątrz. Miłość nie służy jakiemuś doskonaleniu siebie, realizacji jakiś swoich potencjalności bytowych. Nawet nie służy tak wysokiej wartości, jaką jest szczęście. Owszem szczęście powinno być nieodłącznym elementem miłości, jako produkt uboczny. Wielki pisarz Karol Ludwik Komiński pisał w swoich zapiskach na ten temat: “miłość nie jest radością, miłość jest to przylgnięcie do cudzego jestestwa, zespolenie się z cudzym jestestwem, poddanie się cudzemu jestestwu, wyzucie się ze siebie dla cudzego jestestwa. Miłość niszczy siebie dla drugiego, miłość nie szuka radości swojej, tylko szuka drugiej rzeczywistości, aby się z nią zjednoczyć, ale miłość daje radość wbrew sobie samej, otrzymuje radość. Nie żądając nagrody jest wynagradzana, stracić duszę żeby ją odzyskać”. To jest bardzo ważna druga cecha do podkreślenia - ekscentryczność, wyzucie się z siebie, transcendowanie siebie. Czym więc w swojej istocie jest miłość?

Przez pełne poznanie drugiego człowieka możemy dopiero na tym poziomie dotrzeć do jego głębi . Drugi staje się dla nas przeźroczysty, poznajemy go. I dopiero tu rozumiemy jedność i niepowtarzalność tego, kogo kochamy. Dopiero tu a nie tam, bo charaktery są typiczne, osobowość jest typiczna. Gdyby tak nie było, niemożliwe byłoby uprawianie psychologii, gdyby każdy z nas był diametralnie różny na poziomie psychicznym. Trzeba by było uprawiać psychologię konkretnych np. Kowalskich. Dopiero docierając do - TY drugiego człowieka czujemy się z nim zjednoczeni, mamy poczucie, że ta miłość jest ważna. Tu dochodzimy do następnej cechy - miłość jest ważna raz na zawsze. Jeżeli ktoś nie ma tego poczucia - nie kocha.

Jeżeli ktoś kocha warunkowo to tak naprawdę nie kocha. Kolejną cechą miłości jest jej bezwarunkowość. Będę cię kochał również wtedy, gdy sfera psychiczna czy fizyczna będzie się zmieniała. Jeżeli ja spotykam się z kimś na płaszczyźnie fizycznej czy psychicznej to co będzie, kiedy nastąpi okaleczenie ciała czy zmiany psychiczne? Nie będę miał powodu żeby z tą osobą być. Wręcz przeciwnie: będę miał powód, żeby się z nią rozstać. Ukochany człowiek jest nam potrzebny i bez niego nie potrafimy sobie wyobrazić życia. Dobrze, że tak jest ale trzeba pamiętać o jakże cennym stwierdzeniu Ericha Froma, który w książce: “O sztuce miłości” napisze: “niedojrzała miłość mówi - kocham cię ponieważ cię potrzebuję. Dojrzała miłość powiada - potrzebuję cię ponieważ cię kocham”. To nie jest żonglerka słów. To jest fundamentalne rozróżnienie. Jeżeli ja cię kocham ponieważ cię potrzebuję - to tak naprawdę cię nie kocham. Natomiast jeżeli ja cię potrzebuję, bo cię pokochałem to już nie jest to różnica w przełożeniu akcentów, to jest różnica istotowa.

Co leży u genezy spotkania dwojga ludzi, miłość czy potrzeby? Jeżeli potrzeby to nie ma miłości, a jeżeli miłość to będzie potrzeba bycia razem. Miłość nie jest wynikiem potrzeby, owszem rodzi potrzebę. Ale to jest zupełnie inna sprawa, być skutkiem czegoś i być przyczyną czegoś. Miłość nie dopuszcza też możliwości, że ukochany człowiek przestanie kiedyś istnieć. W istotę miłości jest wpisana potrzeba nieśmiertelności. Miłość próbuje więc przebić ograniczenie, jakim jest śmierć. Chce trwać wiecznie. Stąd wielu teologów współczesnych będzie podkreślało, iż ta miłość oblubieńcza tu na ziemi zapoczątkowana będzie w jakiś sposób trwała w wieczności. Ci teolodzy dostrzegają element wieczności w miłości i to niezależnie czy ktoś jest chrześcijaninem czy ateistą - to jest po prostu cecha miłości.

Weszłam w życie z pewną wiarą – wiarą, że znajdę osobę mi bliską, osobę godną mojej miłości. Lecz niestety, do tej pory nie znalazłam, mimo intensywnych poszukiwań. Istnieją ludzie – zjawy i ludzie – kawałki mięsa. Istnieją ludzie, o których już po pierwszym spojrzeniu mogę powiedzieć, że nigdy mnie niczym nie zaskoczą. Istnieją ludzie, w których towarzystwie zaczynam inaczej mówić, inaczej się zachowywać. Jednak nie mówię tu o nakładaniu jakiejś maski, najwyżej o lekkim podmalowaniu swojego oblicza. Każdy z ludzi powinien mieć swojego ducha, lecz niestety, nie każdy potrafi go zauważyć – prostota boli najbardziej. Istnieją ludzie prości i radośni – zazdroszczę im tego. Zazdroszczę im, że potrafią położyć całe swoje życie na jednej szali i tak odkryć się przed ukochanym człowiekiem. Zazdroszczę – bo sama tego nie potrafię…

Nie potrafię znaleźć się z powrotem po tej łatwiejszej stronie życia… przed pionową krechą poznania. Jestem już po drugiej stronie, a co najmniej na granicy. Nie ma tu żadnego wzorca, żadnej prawidłowości. Nie wiem nawet co jest tu główną podporą a co prowizorycznie rzuconym na szalę tematem. Konfiguracja świata jest zaskakująco niepowtarzalna. Nie mogę ogarnąć nieprzystawalności aspektów i zagadnień, asymetrii planów i łączników, map i załączników, wykresów, przypadkowości wypadków, rewolucji, charakterów, nieregularności nastrojów, spotkań, etapów…wyborów. Czarna krecha ciągnie się dokładnie między moją jedną a drugą skronią.

Dusza jest w każdym używanym przedmiocie i ciele. W każdej istocie jest inna. Ile razy wyczuwałam w obracanym w palcach przedmiocie nagromadzenie emocji? Ile razy będąc w muzeach miałam wrażenie, że to przedmioty obserwują mnie?.. Człowiek także rodzi się bez ducha. Zdobywa go dopiero dzięki rodzicom, przyjaciołom, znajomym. Takie silne poświęcenie ducha innym ludziom, chciałabym nazwać miłością. Magia dni powszednich. Niepewność w uśmiechu. Tajemniczość w spojrzeniu. Smutek na wargach. Rozerwanie duszy…

Przywykłam do wydobywania inności z ludzi. Pamiętam, będąc dzieckiem bawiło mnie uderzanie pałeczkami w boki cymbałkowych sztabek. Nieraz podtrzymywałam je palcem aby nie rezonowały. Polubiłam to fałszowanie i nieraz „grywałam” w ten sposób. Pung, pik, pang…

Ludźmi lubię się bawić podobnie. Przywykłam, że nasze wnętrza nigdy nie współgrają i umyślnie staram się nie trafić w centrum sztabki. Dużo w tym potrzeby bycia kimś innym, egocentryzmu samotnika… Jednak nie jest mi przykro. Nawet załzawione oczy mojej matki, podczas gdy się z nią kłóciłam, nie umiały mnie powstrzymać. Pung, pik, pang…

„Bawimy się uczuciami innych, nawet tych na których nam zależy. Udając, że ich nie zauważamy. Nie zważając na to, czy ich ranimy, nie obchodzą nas ich uczucia, nie interesuje nas to, co czują. Dlaczego, dopiero kiedy mają już odchodzić z naszego życia, zdajemy sobie sprawę z tego, że ich naprawdę kochamy?..” Ten wiersz nie posiadający autora powinien pozostawić w mojej duszy wielką białą plamę, lub chociaż wytrzeć to, co pozostało z moich myśli. Jednak tak się nie stało.

Wiem, że jestem samotna i…dobrze mi z tym. Chciałabym wykonać wielki skok, żeby nie trudzić się latami zbędnej edukacji, napędzić swoją słowną maszynerię potokami myślowodów i osłonić się swoją filozofią, niczym tarczą. Pragnę poczuć się intelektualnie bezpieczna. Marzę aby móc urabiać rzeczywistość w plastyczną masę, przepuszczać przez swój system i badać kształt tego, co wyłoni się spod lśniącej kopuły wrażeń. Chcę zwyciężyć ostatecznie nad banałem, jakim są emocje, lub chociaż odcedzić od niego swoje życie. Nie chcę już masturbować się telewizją i harlequinami. Nie chcę widzieć pięknych, nic nie wartych świątyń, pomników miłości. Znam wiele odcieni samotności – i dobrze mi z tym. Powinnam więcej milczeć. Słuchać. Rozliczyć się. Ale nie chcę. Z nikim nie wiąże mnie tyle, co z pustą przestrzenią. Mimo cudowności miłości, moje serce nie jest dla niej zbyt wygodne – najwidoczniej nie dobrze jest jej tam mieszkać.

Wracając do miłości jako treści istnienia człowieka, muszę pokusić się o stwierdzenie, że nie jest ona do życia niezbędna. Oczywiście życie z nią w duszy jest dużo prostsze i może zapewnić wiele szczęścia. Jednak można przez nią także wiele wycierpieć. Można zapewnić sobie inny standard życia, wystarczy tylko mieć czym zapełnić własne „państwo ducha”. Warunkiem istnienia jako człowiek, wcale nie jest posiadanie innego człowieka. Ja nikogo nie posiadam, a sądzę, iż sama w sobie istnieję bardziej niż niejedna istota na tej ziemi.

z motyką na słońce

Can you see me
Floating above your head
As you lay in bed
Thinking about everything
That you did not do
Cause saying I love you
Has nothing to do with meaning it

And I don’t trust you
Cause every time you’re here
Your intentions are unclear
I spend every hour waiting for a phone call
That I know will never come
I used to think you were the one
Now I’m sick of thinking anything at all

Do you remember
The way we used to melt
Do you remember how it felt
When I touched you
Oh cause I remember very well

And how long has it been
Since someone you let in
Has given what I gave to you

And at night when you sleep
Do you dream I would be there
Just for a minute or two do you?

You ain’t ever coming back to me
That’s not how things were supposed to be
You take my hand just to give it back
No other lover has ever done that

Heartache heartache I just have so much
A simple love with a complex touch
There is nothing you can say or do
I called to let you know I’m through with you

Podobne czy różne? Każdy powie, że różnorodność jest ciekawsza. Ale czy aby na pewno? Nie ma niczego, co mogłoby przezwyciężyć odległości międzyludzkie. Można sobie porozmawiać, ale w żadnym wypadku nie zawierać bliższych znajomości. Bo kiedy przestajemy udawać, że jesteśmy w jednej bajce, kopciuszek okazuje się czerwonym kapturkiem, a książę krasnoludkiem…

Światopogląd wiele znaczy. Ludzie się nie zmieniają. Przykre.

Istnienie… Życie… To dwa słowa mające podobne znaczenie. Podobne, ale tylko pozornie. Żyć bowiem można bezsensownie, istnieć – tylko z zamierzenia. Życie człowieka zależne jest od Boga i aby żyć, nie trzeba prawie nic robić. Wystarczy zaspakajać podstawowe potrzeby organizmu. Aby istnieć jako człowiek – trzeba czegoś więcej. Poza potrzebami fizjologicznymi, należy spełniać jeszcze potrzeby duchowe. Do tych ostatnich zaliczamy potrzebę twórczego myślenia, tworzenia własnej osobowości oraz do życia w grupie. Każdy, w pełni swojej egzystencji zdolny jest do uczuć wyższych. Ale żeby móc je okazywać, trzeba jeszcze mieć komu to robić. Istnienie człowieka od zarania dziejów związane jest z „byciem” z innymi. Każdemu potrzebna jest tak zwana pokrewna dusza, z którą mógłby porozmawiać, a nawet pomilczeć. Czy życie w samotności kwalifikuje się do istnienia?..

„Miłość jest treścią naszego istnienia. Jeśli się jej wyrzekniemy, umrzemy z głodu pod drzewem życia, nie mając śmiałości, by zerwać jego owoce” – czy te słowa nieznanego poety oddają sens tego wszystkiego co jest w człowieku ludzkie? Czy człowiek aby być człowiekiem, musi być z innym człowiekiem?..

Najpierw jest zakochanie… Stan lekkości duszy, a zarazem wielkiego ciężaru na sercu. Rozumiemy wtedy sens istnienia indywidualności. Tu jest początek miłości. Pojawia się tęsknota. Jest ona miarodajnym wskaźnikiem miłości. Tęsknota powoduje, że chcę jak najdłużej przebywać z ukochaną osobą. Myśli pochodzące od ukochanego człowieka są dla mnie ważne. Wstępny etap miłości określany jest jako skupienie uwagi na drugim. Zakochanie to fenomen uwagi, anormalnie skupionej na drugiej osobie. Miłość może być na tym etapie jeszcze uśpiona. Gdy uświadamiamy sobie, co się zdarzyło, musi być afirmacja - rozwój miłości. Ważniejsza ode mnie w miłości jest druga osoba.

“pojebalo Ci sie do reszty ;p”

Cóż, może rzeczywiście tak się stało. Jednak nie radziłabym wyciągać pochopnych wniosków.

Czuję się jak dziecko, któremu zdjęto różowe okulary i wysłano do przedszkola, które jest złe. Zagłada. Armagedon w apokaliptycznej wizji. Śmiejecie się? A ja wiem, że umrę ;D Bo tylko przed śmiercią ludzie zauważają prawdziwą naturę tego świata, a ja zauważam, hah. Bóg powinien mnie zdekapitulować zanim zdążę napisać książkę, żebym ludzi nie ostrzegła. Widzę ludzi bez ciał. Same klatki kości, w których pozamykane są dusze. I każda jest biała albo czarna. Chociaż.. niektóre są szare. Te znikną i staną się pożywką dla innych. Tak będzie…

Ale teraz, póki co, każdy ucieka w kolory, stara się zabarwić swój los. Bo nikt nie potrafi się obudzić, nie potrafi patrzeć. Chyba, że umiera. Właśnie.. śmierć. Ostatnio ktoś powiedział mi, że życzyłby sobie wesołej, radosnej muzyki na pogrzebie. Nie ma dla mnie nic bardziej żałosnego i niesmacznego. Nie rozumiem dlaczego ludzie stawiają na tani ekscentryzm. Przecież śmierć to nie zabawa, nie ustawianie domków z kart, które potem można zdmuchnąć z wielką radością. Umiera, ginie człowiek i nie ma z czego się cieszyć (chyba, że ginie degenerat, to ewentualne ‘Alleluja’ było by na miejscu). Rodzina, bliscy ludzie cierpią, jedni mniej, inni więcej. Ale po cholerę przyprawiać im jeszcze rany solą? Rozumiem, osoba umiera i wszystko jej jedno, bo i tak znajdzie się w ziemi. Lecz w końcu pogrzeb jest dla żywych, nie dla zmarłych – więc po co go psuć?

Wracając do tematu. Denerwuje mnie nasza drabina charakterologiczna. Silniejszy gryzie słabszego itd. Ktoś nam wpoił idiotyczny szacunek dla ludzi starszych. Staruszki w kościele, babcie w tramwaju, kobieta w drzwiach. Zauważyłam, że wśród takich ‘dobrze wychowanych’ starszy znaczy silniejszy. Kto im dał takie prawo? Tradycja. Ale tradycja ich nie wykarmi, więc może łaskawie zauważyliby, że to my jesteśmy tymi silniejszymi i zaczęliby nas szanować? Jak dorosły mi rzuci to ja mam uśmiechnąć się i przytaknąć. A jak ja coś niemiłego wtrącę, to staję się zła. Zajebiste ustawienie ról. Tylko w przyrodzie, to młodsi pożerają starszych na śniadanie.. jesteśmy gorszej urządzonym gatunkiem od pospolitych robaków.

Idiotyzm panujący wokół mnie przeraża. Formy w które mam się niby wpasować są debilne. Jestem zdania, że świat który był i jest tworzony przez pracę milionów osób nie może być dobrym światem. Tutaj potrzeba jednego, silnego przywódcy, który umiałby pokierować wszystkim rozsądnie, który narzuciłby co trzeba.

Dajcie mi państwo. Jak zabraknie mi państwa – to napadnę sąsiadów ;P

góra/dół

Każdy sukces jest porażką.

(Oczywiście przesadzam, wiem. Ale tutaj należy generalizować.)

Zawsze znajdzie się w najbliższym otoczeniu ktoś, komu będzie przeszkadzać Twoja wycieczka w górę. Czujesz czyjś oddech za plecami? Widzisz krzywe uśmiechy? To dobrze. Im więcej ich jest, tym wyżej Ty jesteś.

Ale jest jeszcze jedna kategoria ludzi zazdrosnych. Ludzie sępy. Latają nad Tobą, żeby rzucić się w najodpowiedniejszej chwili. Ktoś Ci ukradł pomysł? Ktoś przywłaszczył sobie Twoje słowa?

Ktoś nie zauważył, że połowa jego obecnego życia została zaprojektowana i wykonana przez Ciebie?

O, niewdzięcznik.

Nie ma co się dłużej rozwodzić.. Wracam do polityki ;-P Dzisiaj bardzo ważna Rada - ostatnie ustalenia w sprawie imprezy plenerowej, hah. Śmiesznie.

W każdym razie, jako Pani Przewodnicząca, serdecznie zapraszam wszystkich na sesję Rady Młodzieży Powiatu Płońskiego (godz 13, sala konferencyjna starostwa).

Adieu.

Umarł król - niech żyje Król!

Istnieją ludzie – zjawy i ludzie – kawałki mięsa.
Istnieją ludzie, o których już po pierwszym spojrzeniu mogę powiedzieć,
że nigdy mnie niczym nie zaskoczą.
Istnieją ludzie, w których towarzystwie zaczynam inaczej mówić,
inaczej się zachowywać.
Jednak nie mówię tu o nakładaniu jakiejś maski,
najwyżej o lekkim pokazaniu ’siebie’.

Każdy z ludzi powinien mieć swojego ducha,
lecz niestety,
nie każdy potrafi go zauważyć – prostota boli najbardziej.

Istnieją ludzie prości i radośni – zazdroszczę im tego.
Zazdroszczę im,
że potrafią położyć całe swoje życie na jednej szali
i tak odkryć się przed ukochanym człowiekiem.
Zazdroszczę –
bo sama tego nie potrafię…

Nie potrafię znaleźć się z powrotem
po tej łatwiejszej stronie życia… przed pionową krechą poznania.
Ja jestem już po drugiej stronie, a co najmniej na granicy.

Nie ma tu żadnego wzorca,
żadnej prawidłowości.
Nie wiem nawet co jest tu główną podporą
a co prowizorycznie rzuconym na szalę tematem.
Konfiguracja świata jest zaskakująco niepowtarzalna.
Nie mogę ogarnąć nieprzystawalności aspektów i zagadnień,
asymetrii planów i łączników,
map i załączników, wykresów,
przypadkowości wypadków,
rewolucji, charakterów, nieregularności nastrojów,
spotkań, etapów,
…wyborów.

Czarna krecha ciągnie się dokładnie między moją jedną a drugą skronią