umarło

28 10 2009

Przepraszam.
Wszem i wobec ogłaszam kapitulację.

Dziękuję za współpracę, może kiedyś wstanę z martwych.
See You in game (I hope so :D )!





baby, i talk about it

19 09 2009

- Bywało lepiej. – powiedział i poszedł spać. Z zaciśniętymi powiekami przełknęłam słowa, które aż cisnęły mi się na usta. Obiecałam, że nie będę mówić. Nie dzisiaj, nie wczoraj, nie jutro. Poczekawszy aż zaśnie w tym swoim spokoju, zeszłam na dół. Zimne stopy, zimne dłonie, zimny nos. Hah, nigdy nie dostosuję temperatury swojego ciała do jego oczekiwań. Wiem, że nie jestem taka jaką on mnie widzi. Nie jestem taka jaką wszyscy mnie widzą, nawet nie chcę taka być. Nienawidzę swojego życia, mimo, że jest ono dokładnie takie, jakie sobie zaplanowałam. Zosia właśnie poruszyła się w swoim maleńkim łóżeczku. Nie mogę patrzeć na jej słodką buziulkę. Teraz przynajmniej na mnie nie patrzy… Chciałabym uciec z tego domu masek, ale wtedy złamałabym zasady. Nigdy nie łamię zasad, a przynajmniej nie praktycznie. Myślami wybiegam daleko poza nie, oj taaak. W myślach zostawiam go, zostawiam ją i zajmuję się sobą.

Matka wymaga ode mnie bycia idealnym rodzicem. Nie jestem już jej dzieckiem, jestem tylko matką jej wnuczki, żoną jej zięcia. Wpisała mnie w schemat, który teraz muszę realizować. Robię to stuprocentowo, prawda mamusiu? Jesteś ze mnie dumna. Na firmowych bankietach też uchodzę za chodzący cud. Zadbana, urocza, sympatyczna, pełna życia młoda żona i matka. Udałam się Stwórcy, to fakt. Niestety, mam kilka wad. Jedną z nich jest nieopisany pociąg do czynienia krzywd. Kiedy patrzę na wrzeszczące dzieciaki, które uciekają swoim rodzicom i nie rzucają się na podłogę w sklepie mam ochotę podejść i uderzyć taki okaz w twarz. Huh, Zosi nigdy bym tak nie potraktowała. Ją mogę tylko słownie straszyć, ale nie tak, żeby poskarżyła się komukolwiek. W końcu jestem ideałem.

Nasza mała jest oczkiem w głowie swojego tatusia. Zgadza się na wszystko, we wszystkim jej ustępuje. Szkoda tylko, że przebywa w domu tak rzadko, że nie widzi czym jest jego pomiot. Ostatnio Zosia uparła się, że nie zje śniadania z innego talerzyka niż jej ulubiony, w biedronki. Problemem było to, że sama poprzedniego dnia go zbiła. Nie pomogły żadne argumenty, myślałam już, że popłaczę się przed małą. Wpadłam na pomysł, że teraz zje normalnie, a po nowy talerzyk pojedziemy zaraz po śniadaniu. Potwór dał się udobruchać i przystał na moją propozycję. Pojechałyśmy do sklepu, ale nigdzie nie było akurat takiego zestawu jaki chciała. Na parkingu stanowczo odmówiła wejścia do samochodu. Kipiałam wewnętrznie. Nie skutkowały ani prośby, ani groźby. W końcu sama wsiadłam i zamknęłam drzwi. Byłam przekonana, że Zosia podbiegnie, że zwątpi. Ale nic z tego. Zrobiłam coś niewybaczalnego… Odjechałam bez niej. Zrobiłam kółko wokół parkingu a mała stała tam w szoku. Najgorsze nie jest to, że mogło jej się coś stać. Najgorszy jest fakt, że odjeżdżając czułam się szczęśliwa, że nareszcie ją przechytrzyłam, że w końcu to ona przegrała. Hah, ostatni raz czułam się tak dobrze w dniu kiedy Zosia wyjechała na tydzień do babci i mogłam królować w swoim życiu.

Nie szanuję siebie.





odwrócony negatyw

5 09 2009

Najważniejsze to trwać przy swoich priorytetach. Któż z nas mógłby poczuć się dokumentnie spełniony, gdyby dostosowywał swoje cele do zastanej sytuacji? Jeżeli postawię sobie poprzeczkę, nie zadowolę się osiągnięciem grzędy niżej. Optymistycznie patrząc, im człowiek wyżej patrzy, tym wyżej może dotrzeć.

Nie zmieniłam priorytetów. Mam swoje zasady, lecz inaczej patrzę na świat. Nie. Nie stało się to z dnia na dzień, po prostu teraz to sobie uświadomiłam. Odpowiednie warunki pozwoliły na spojrzenie z większym dystansem na punkt, w którym się znalazłam.

Twierdziłam, że ludzie się nie zmieniają. Nadal tak myślę. Jednak można sprawić, że do głosu dojdzie część osobowości, która uśpiona czekała na odpowiedni moment. Ewidentnie przycichłam.

Postawa którą sobą reprezentowałam zdezaktualizowała się. Oczywiście, są pewne elementy, które pozostały niezmienione. Dobrze by było, gdybym sama doszła do tego, które to ;)

Jutro znów znikam na tydzień.  Mam nadzieję, że nie będziesz tęsknić :) )





gwałtu, rety!

22 08 2009

Szanowna Pani wyjechała.

www.primaveraspa.pl

Adios.





nie raz przegrałam z finlandią

17 08 2009

Biliński kazał mi pisać.

Denerwuje mnie stopień napiętości mojego kalendarza. Gdybym jeszcze wiedziała przynajmniej 3 godziny wcześniej, że coś się będzie działo. Ale nieeeeee, najlepiej przyjechać i zabrać. Albo zadzwonić, że się zaraz będzie. Albo w ogóle przyjechać z własnym jedzeniem i alkoholem i powiedzieć, że zaprosiło się DO MNIE ‘kilka osób’. Gratuluję pomysłowości, świetnie, oby tak dalej ;p Uprzedzam, niedługo skończy się ten luksus ;p I nie ma, że moja mama Cię lubi, P. ;p

Biliński jest mendą społeczną.

Od nienawiści blisko do miłości. Jak to dobrze, że ja nikogo nie nienawidzę xD Na ile można powiedzieć, że dno worka jest puste, na tyle można stwierdzić jaki ma się stosunek do człowieka. Nie lubisz kogoś – worek jest pusty. Hmm.. przychodzi co do czego, sprawdzasz zawartość worka. Ups, włożyłeś tam własną głowę, więc co z pustką? Kij z pustką, Twój zacny łeb wypełnił ją. Worek jest pełny – lubisz kogoś. Logika. Pieprzyć logikę.

Rób co chcesz, niczego nie żałuj.

W dupę mnie pocałuj…

Wyskoczył taki diabeł z pudełka i twierdzi, że jest mną. Można zdradzić siebie ze sobą? Odpowiedź jak zwykle zostaje dla Ciebie. Do meritum. Spojrzałam w zwierciadło z gigantycznym skrzywieniem. To co zobaczyłam, ktoś widzi codziennie rano w łazience. Nie zazdroszczę. Nie współczuję. W zamian dochodzę do wniosku, że chyba chciałabym wrócić do tego lustra. Czemu cyrki zawsze są obwoźne i zwijają się tak szybko jak pojawiają?..

Biliński idzie na medyka UJ!

Wcale mu nie zazdroszczę. Wcale nie zazdroszczę. Wcale nie zazdroszczę, że wykorzystał szansę, a ja nawet nie podniosłam rękawicy. Wcale. Kutwa, ja się tam dostałam.. Nie wracajmy do tego tematu ;p

hand

Przeważnie, zachowuję się poważnie
Przeważnie, nikogo nie drażnię

Przeważnie, słucham rad uważnie
Przeważnie, nie czuję się odważnie
Przeważnie, widać to po mnie wyraźnie
Otoczenie nie działa na mnie zakaźnie
Poprzez wyobraźnię kreuję własne ja

Pomysłów u mnie mnóstwo
Niczym w worku bez dna
Bądź co bądź być sobą to domena ma
Pokazy mody i żurnale nie obchodzą mnie wcale
Fason swój dobieram sam jak staruszka korale
Mam typ osobisty niczym dowód
I osobisty powód
By czuć się wygodnie, swobodnie

Polski rodowód w aktach
Opieram się tylko i wyłącznie na faktach
Pragnę być nietypowy, niepowtarzalny
Jednorazowy i oryginalny
Jeśli kopiuję to tylko w punktach ksero
Gdy ktoś powiela kogoś
Uważam go za zero
Mówię prawdę szczerą
Bo nie lubię gdy ktoś kłamie
Służę pomocą, nie na każde zawołanie
Mam własne zdanie i szereg racji
Niezmienny niezależnie od miejsca, czasu i akcji

Od A do Zet, do Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa
Lata lecą, a ja to wciąż ja

O nie! Nie zależy mi na tym by być kanonizowanym
Ja to ja, więc jako ja chcę być znany
Prawdziwym jak prawdziwek, nie jak sweter z anilany
Jedną zasadą wciąż motywowany
Bądź własną osobą
Bądź co bądź sobą
Niech twa osoba będzie Ci ozdobą
Nie jednorazowo, lecz całodobowo
Trafiam białym w czarne jak kulą bilardową
Oblicz pole podstawy jaką jest oryginał
Lub działania poletko, jeśli jesteś marionetką
To wroga sugestia, pożera cię jak bestia
Mów do serca bitu, bo tam jest amnestia
Od A do Zet, do Zet do A
Ja to ja to jasne jak dwa razy dwa

  • Myślę, że więcej powiedzieć chyba nie mogłam.
  • Bardzo chciałabym powiedzieć, że jestem elastyczna.
  • Bardzo chciałabym powiedzieć, że umiem się dostosować.
  • Bardzo chciałabym powiedzieć, że umiem zaakceptować wszystko bez układania własnych, lepszych, scenariuszy.
  • Bardzo chciałabym mieć ciepłe dłonie.
  • Bardzo chciałabym widzieć przyszłość ludzi, którzy mnie denerwują.
  • Bardzo chciałabym gmerać ludziom w mózgach i móc psuć ich gabaryty tak, żeby zostało tylko gówno.
  • Bardzo chciałabym powiedzieć, że się kontroluję.
  • Bardzo chciałabym realizować postanowienia noworoczne.
  • Bardzo chciałabym mieć szklane pantofelki w rozmiarze 35, które by mi nie spadały.

Shit, prawie się udało.

Wybacz, ale czas nie pozwoli mi w najbliższym czasie zająć się pisaniem jak należy. Integrale, 14 dni moczenia się w SPA, 7 dni chlania z bananostwem, kolejne integrale. Jak widać, troszkę zajęta. Ale jeszcze sobie popublikuję, hej! ;D

Hmm.. może rzeczywiście się udało. Zadowolona z wpisu? :D

 





brak2weny

15 08 2009

Muszę przyznać, że nie znam sama siebie. Do tej pory byłam przekonana, że absolutnie kontroluję się i potrafię narzucić sobie takie czy inne ramy. Jednak okazuje się, że niekoniecznie.

Byłabym zapomniała – zdobycie mieszkania nie jest takie łatwe jak myślałam, nawet podpisanie umowy po znalezieniu odpowiedniego może sprawiać trudności. Tak czy owak, mieszkam gdzieś indziej i z kim innym. Ważne, że jest po wszystkim. Entuzjazm – hurra!

W jakim języku myśli małe dziecko? Jeżeli my, dorośli, myślimy ubierając wszystko w odpowiednie słowa, to czy taki szkrab ma głowę pełną myśli typu ‘am’, ‘titit’, ‘lulu’? Czy może wszystko zależy od stopnia rozwoju, ale myśli się nie zmieniają i zawsze wyrażają się w ten sam sposób, tylko nasze szare komórki inaczej przetwarzają te same impulsy? Za dużo pytań, za mało odpowiedzi. Nie lubię nie wiedzieć.

Instynkt. Nigdy nie miałeś wrażenia, że to co robisz nie ma absolutnie żadnego sensu, ale że równocześnie nie odpuściłbyś sobie zrobienia tego? Setki razy ślepo wykonujemy pewne czynności, czasami dorabiając sobie do nich gigantyczne ideologie, czasami po prostu wyrzucając z głowy upierdliwy czujnik zwany sumieniem. Miłość od pierwszego wejrzenia. Pierwszy odruch jest tym prawdziwym, najistotniejszym? Czy jeżeli mam ochotę uderzyć dziecko, które przeraźliwie wrzeszczy tylko dlatego, że nie wie, czy chce pić sok czy pepsi, powinnam to zrobić? A może świadczy to o moim nieprzygotowaniu do pełnienia roli matki? Pupa. Dlaczego to napisałam? Bo akurat przyszło mi do głowy. Tak zwana pierwsza myśl. I co? Niby ma jakiś sens? Dla jakiegoś psychoanalityka na pewno.

Dziwne wrażenie chaosu mam kreując ten wpis. Zazwyczaj miałam jakiś cel pisząc. Teraz piszę, żeby znaleźć cel. Naiwnie myślę, że wena przyjdzie z czasem, ale kij – nie ma. Lepiej skończę to, niż ostatecznie się upokorzę.





unplugged

24 07 2009

Mam wielkie wymagania. Kurczę, cóż za niefart. Teoretycznie, gdyby człowiek zadowalał się tym, co ktoś mu podsuwa, pewnie nadal królowałby komunizm. (Hmm.. wiem, wiem – pisze to trochę nieodpowiednia osoba xD A jednak!) Praktycznie nie ma ludzi samowystarczalnych. Gdyby byli, świat pewnie zamieszkiwałoby o wiele mniej hołoty, bo przecież żeby samemu sobie zapewnić wszystko, ale to absolutnie wszystko, trzeba mieć nielada potencjał i nie mniejsze możliwości.

W gruncie rzeczy kręcimy się ciągle w kółko. Szczegóły na temat mieszkania podaje żona – dokładniej nr męża. Mąż pokazuje mieszkanie – zamiast tego podaje nr mamusi. Mamusia  wie o co chodzi – ale chce dać kontakt do lokatorów. I kto na tym najwięcej skorzystał? Mój operator ;]

Warszawa, nie Kraków. Wiem, też sobie współczuję :P

Aby wejść do gry, trzeba było zapłacić. Pierwsza baza zaliczonaaaa! Druga.. oj, proszę Państwa, były pewne problemy, jednak również się udało. Całe szczęście, że our game consist of only 3 levels. Jest mieszkanie, jest umowa, są pieniądze. Jeszcze nie ma podpisu, ale to tylko kwestia kilku godzin. Mam nadzieję.

M. – Jeśli poczuję, że to to, to musi być TO.

Marian – O tak, ja też.

Miałyśmy tyle szczęścia, że to naprawdę jest TO :D

Przeciwieństwa się przyciągają? On dresik, ona intelektualistka. Niby trochę mózgu można mu uratować, ale nie więcej niż pół. Ile można rozmawiać o pogodzie? Chociaż.. dresopochodne filozofie i pomysły życiowe mogą być urocze. Ileż w tym niewinności! W pewnym stopniu przecież taki człowiek też się z całego serca stara i wytęża swoje zasoby pofałdowań, żeby ukuć choć jedno mądre zdanie. Tylko te przerwy.. jak na tvn. Pozwolę sobie przytoczyć zdanie Oli:

O – Myślisz, że jak taki ma IQ równe 10, to w pochwę nie trafi?

Zawsze jakaś korzyść. W końcu właśnie inteligentna dziewczyna powinna wiedzieć czego chce. Tulipanik z lecha? Dlaczego nie ;P

Krótko mówiąc: nie, bo nie.





nice

19 05 2009

Jakoś tak wyszło, że pewien etap dobiegł końca. Przynajmniej mam taką nadzieję ;p

Blog wykonał swoje zadanie, posłużył za lekturę na ustnym, więc teraz spokojnie mogę go znów prowadzić bez cenzorskiego oka nauczyciela zawieszonego między nagłówkiem a podpisem.

Powiem, że nie ma nic gorszego niż jazda samochodem w balerinkach dla osoby, która ma nr buta 35 ;/

Tyle z aktualnej sytuacji politycznej, nie wiem czy będzie więcej, bo nie wiem czy chce mi się dzielić czymkolwiek z kimkolwiek ;>

Wybaczcie, jeżeli ktokolwiek tu jeszcze zagląda (statystyki wordpressu mówią, że o dziwo, tak :D ), może kiedyś nadrobimy.

byez.





nowy wpis

8 03 2009

Wpis się rodzi, póki co w moich myślach. Kiedy zetknie się z klawiaturą? Nie mam zielonego pojęcia.

Btw nie lubię zielonego koloru.





pamiętniczku, nakryj się!

12 02 2009

wyszłam

będąc w środku nie widzę

nic nas nie rozłączy

na pewno

wy.my.oni.

punktuadelia w zmysłowolni

obok

w sukni białej

u św. Anny

Późna jesień. Nawet nie zauważyłam kiedy.

Czekasz na jakiś dzień, on przychodzi i.. i jest. Co z nim zrobić? W niebieskiej sukience łapiesz łzy spadające na grzywkę osoby przed Tobą. Klęczy? Nie.. nie chcesz pierścionka.. Sięgasz dłonią do tych dłoni. Juzus? Co On tam robi?

Spodziewasz się czegoś innego, wymyślasz setki scenariuszy, ustawiasz kamerę na tysiące sposobów, nucisz odpowiednie melodie. Staje się. Pyk, i znika. Co się po kolei działo? Jak patrzył? Co słyszałaś? Pustka. Chwila zbyt krótka, żeby ją zapamiętać.

Zbyt długa, żeby zapomnieć.

00:27

nie

usprawiedliwiam

priorytety

Zrobisz to samo. Ustawisz kolory. Sama dla siebie.

szkoda

taka dziewczyna

góry, domek, dwójka dzieci

Też tak umiesz. Widzisz drogę, znasz okolicę. Same profity. Cena? Przecież sprzedajesz – to Tobie płacą. Stracisz. Zyskasz.

‘muszę tam być

po przyszłość’

Wiesz, że się nie zmieni.

Wiesz, że się nie zmienisz.

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Kolejny największy błąd jej życia. W jego obliczu wszystkie mechanizmy obronne zawiodły – musiała zniknąć. Opuściła bezwiednie swoje zarażone ciało.

Nie, nie szukała antidotum. Żeby je znaleźć musiałaby wiedzieć co jest trucizną powodującą ten niewyobrażalny stan, w którym się znajduje. Musiałaby obwieścić to sobie i swojej drużynie, która wyruszyłaby na poszukiwanie odtrutki.

Musiałaby w końcu przyznać sama przed sobą, że te dwie maleńkie, czerwone plamki na jej szyi to nie oczulenie na wspomagacz smaku E260, ale ugryzienie.  Wolała wyjśc z siebie i stanąć obok niego.

Stanęła obok siebie. Patrzyła markotnie na besilne podrygiwania swojego trupa.

Kiedy znudził ją ten groteskowy obraz odeszła zajmując jego miejsce w swojej patologicznej rodzinie. Obserwowała szczeście o imieniu na P swojej marnotrawnej siostry, zachwycała się płynnym szczęściem swojego brata, pociąganym wprost z destylarni, upajała się radosnymi uniesieniami swojej siostry prostytutki. Do żywego przejęła się problemem najmłodszej przyrodniej siostry z czwartego małżeństwa matki – brakiem partnera na coroczne święto kiczu i depresji. Wpłynęła więc na suchego przestwór korytarza i wybrały potencjalną ofiarę: niewyrośniętego imigranta ze stepów Kazachstanu. Spotkała go u logopedy, gdzie przyprowadził swoją kaczkę z wadą wymowy (gdakała miast kwakać) i został bez wyjścia. Tzn. z wejściówką w kieszeni.

Zaczęła się garnąć do ludzi, jak mysz do kawałka sera w pułapce. Pomimo fioletowości swoich szarych komórek wiedziała, że przytrzaśnięty ogonek to nic miłego. Skubała kąsek tylko z daleka, okryła go, żeby nie było mu zimno, wachlowała gdy było mu gorąco. Słowem zaczęła żyć tylko dla niego, myśląc, że nie ma innego wyjścia. Najbardziej dokuczliwe są chore układy. Jednak kiedy brzuszek zaczął przyrastać jej do kręgosłupa stwierdziła odkrywczo, że to chyba nie jest szczęście. Musiała poszukać swoich zwłok.

Nie.

Obraz nędzy i rozpaczy. Co ono narobiły jak mnie nie było?! W co się naplątało?! Ehh ciało, ciało.. Otrzepać się i do przodu. Ale plamki się rozrosły w wielkie dziury. Widać przez nie serce.. Yy.. Kto..

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Męski punkt widzenia.

Raz po raz ktoś pytał, dokąd idę. Nie dopowiadałem, nie mówiłem, w ogóle się nie odzywałem. Jak przyznać się do tak nieskończonego frajerstwa? Co miałem powiedzieć, że szukam Najpiękniejszego Miejsca Świata? Dla większości to pewnie tylko rudera nad brudnym jeziorem, w środku zapuszczonego lasu. Gdy pierwszy raz tu trafiłem myślałem tak samo.

Dom, jak dom. Mały i stary. 50 metrów za nim jest jezioro. Zejście piaszczyste, ale niepodobne do plaży. Nad samym brzegiem stoi huśtawka, wysoka na kilka metrów. Naokoło rosły tylko dzikie krzaki i drzewa. Gdy spojrzy się na dom z daleka widać odrywający się tynk, powyłamywane okiennice i połatany byle jak dach. Wysłużone drzwi nie raz doświadczyły drapania psów. Cały dom składa się z kuchni, łazienki, jednego pokoju i poddasza. Jedynymi sprzętami są stół kuchenny, dwa krzesła oraz łóżko na piętrze. W pokoju na dole uwagę przykuwa czarna dziura w ścianie, zapewne służąca jako kominek. Łazienka wyłożona niemodnymi niebieskimi kafelkami, z żadnego kranu nie leci woda – za to w rurach gra pajęcza orkiestra.

Wszystko pasowało mojemu nastrojowi. Chciałem zostać sam, zniknąć, wtopić się w tło. Siedziałem więc w pokoju i oglądałem wiszące obrazy. Jeden z nich przedstawiał kobietę, łudząco przypominał „Dziewczynę z Perłą”. Na przeciwnej ścianie wisiał plakat przedstawiający boski palec i wyciągniętą rękę człowieka. Dziwne połączenie. Widocznie poprzedni właściciel miał wysublimowany gust… Wpatrzyłem się w tę rękę, która decydować miała o losach ludzkości… o moich losach. Kiedy ktoś zastukał do drzwi byłem pewien, że to Pan Bóg. No i nie myliłem się. Pan Bóg przyszedł do mnie w ciele Najpiękniejszej Kobiety Świata. Byłem w osłupieniu, że Ona tu jest. To po pierwsze. Po drugie byłem w osłupieniu, że ja tu jestem. Z Nią. Co krok zrobiła, to ja w panikę, że krok robi. Już jak ja się do niej zbliżyłem, to byłem w zdumieniu, że się zbliżam. O, k…. zbliżam się! O, k… jestem blisko! O, k… odezwałem się! O, k… popatrzyła na mnie! O, k.. mówi do mnie! Takie okrzyki wznosiłem w duchu. W nich też tkwiła istota powodzenia. To one miały mi pomóc uprzytomnić sobie co się dzieje. Jednak z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk. Za to Ona podeszła, kazała mi rozpalić ogień i wyszła. Zrobiłem to i czekałem. Nie wiedziałem czy wróci. Poszedłem na poddasze i dotykałem palcami wyżłobionych na suficie liter, które układały się w słowa „kocham Marka – Beata”, albo „K+O=WM”. Położyłem się na łóżku zastanawiając się, co romantycznego mogli widzieć ludzie w tej budzie, żeby wypisywać wszystkie te bzdury. Irytowało mnie trzeszczenie kiczowatego baldachimu nad łóżkiem, więc zszedłem na dół po skrachciałych schodach. Zobaczyłem przez okno Ją siedzącą na huśtawce. Podszedłem cicho po dróżce wyłożonej kamieniami. Spojrzała na mnie swoimi pięknymi, błękitnymi oczami. Dojrzałem w nich smutek. Pchnąłem kilka razy tę starą huśtawkę. Mechanizm zajęczał i powoli Najpiękniejsza Kobieta Świata zaczęła wznosić się w powietrze. W tafli jeziora zatapiało się słońce. Jego czerwień współgrała z czerwienią Jej sukienki. Jej jasne włosy zdawały się płynąć razem z wodą w jeziorze. Drzewa rzucały złowieszcze cienie, ale czułem, że wszystko się ułoży. Przynajmniej na chwilę. Podałem rękę mojej drogiej Przyjaciółce i poszliśmy razem do domu.

Dom, jak dom. Maleńki i uroczy. 50 metrów za nim jest jezioro z najczystszą wodą jaką widziałem. Piasek przy zejściu tak przyjemny, że chciałoby się tam skakać boso. Wysoka huśtawka zdawała się unosić swojego pasażera do samego nieba, do gwiazd. Krzaki i drzewa wokół zdają się osłaniać to miejsce przed złością i zabieganiem całego świata. Gdy spojrzy się z daleka na dom, wydaje się, że czas wyskrobał na tynku jego historię. Jakby ktoś chciał, mógłby się tam dopatrzeć największego dzieła sztuki. Okiennice przypominają czasy sprzed stu lat, kiedy kobiety wyglądały z nich utęsknionymi oczami wypatrując swoich narzeczonych. Łaty na dachu pokazują, że ktoś dbał jednak o ten dom i nie odważył się wymienić do na nowszy. Wysłużone drzwi pewnie nie raz doświadczyły emocji domowników, kiedy to po ogromnej kłótni mąż wybiegał z domu, żeby za chwilę wrócić i wziąć w ramiona swoją ukochaną żonę. Cały dom składa się z kuchni, łazienki, jednego pokoju i poddasza. Wszystko jest tak przytulne, że gościowi chce się przytulić do którejś ze ścian i podziękować im, że są. W kuchni stoi stół i dwa krzesła. Jeszcze czuć zapach romantycznych kolacji spożywanych przy świecach przez dwójkę zakochanych. W pokoiku na dole nie ma nic oprócz kominka i skóry na podłodze – widocznie kochankom nie potrzeba było nic prócz ich samych. Ciepło wydobywające się z paleniska i lekkie światło pochodzące od ognia tworzy nastrój tajemniczości i zarazem spokojnego ukojenia. Na poddaszu stoi łóżko z baldachimem – pewnie pozostałość po odosobnionym raju kochanków.

Wszystko się zgadzało. Moje palce wprawnie rozpinały jej sukienkę i guzikom jej sukienki podobały się moje palce. I jej sukience podobało się, że zsuwa się z ramion, i jej ramionom podobało się, że zsuwa się z nich sukienka. Zapięcie jej biustonosza chyba poczuło niedosyt, że moje palce zajęły się nim tak krótko, ale moje palce były dumne z siebie. Jej pasowi do pończoch, który ująłem na wysokości bioder, podobała się siła moich dłoni, a moim dłoniom podobały się pończochy zdobiące jej nogi. Pończochom podobało się, że zmusiłem Najpiękniejszą Kobietę Świata, by na chwilę usiadła. Wiedziały, że najlepiej wyglądają na wyprostowanych nogach, i doskonale wiedziały, że jak mają się z jej nóg zsuwać, to przecież nie na stojąco. I zsuwały się niczym fala odsłaniająca ciało Afrodyty.

Miałem w łóżku Najpiękniejszą Kobietę Świata w Najpiękniejszym Miejscu Świata. Jak tam wrócić?

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Podobno jak wszystko dobrze się układa, to człowiek staje się mniej czujny. Zaczyna się myślenie ‘do przodu’, a nie ‘na boki’. Zwraca się wtedy uwagę na przyszłość, a kompletnie olewa teraźniejszość. Mówi się, śmieje się, bawi się – a środowisko jest czujne. Przestaje się patrzeć na kogoś jak na swoją przyjaciółkę, nowego znajomego, czy byłego chłopaka – stają się oni po prostu ludźmi. Ludzie jak ludzie – wszyscy tacy sami, jedna wielka szara masa. Traktuje się ich tak samo, bo i dlaczego ma się kogoś uważać za szklaną kulkę? Była przyjaźń, była miłość, była nienawiść, była złość. Wszystko czas przeszły. Czas przeszły ma to do siebie, że nie odnosi się do teraźniejszości.

pierdolę

Jedno słowo. Ale za każde swoje jest się odpowiedzialnym. Odpowiedzialność za słowo, to gotowość do przyjęcia krytyki, gotowość do zrozumienia ewentualnego błędu i umiejętność przeproszenia, gdy słowo kogoś zraniło. Dlatego najlepiej jest komentować czyjeś słowa wprost do autora. Nie do odbiorcy, nie do czytelników, nie do słuchaczy – do autora. AUTORA.

Ja pierdolę!

Jedno zdanie. Ale za każde swoje zdanie jest się odpowiedzialnym. Odpowiedzialność za zdania wygląda podobnie jak ta za słowa. Analogicznie również powinny wyglądać komentarze do zdań.

Kiedy ktoś przenosi słowa/zdania, staje się ich nowym autorem. Odpowiedzialność przechodzi na niego. Słuchacz nie ma żadnej pewności, czy rzeczywiście osoba cytowana wysłała dany komunikat, czy też może osoba cytująca nie zrozumiała źle tej pierwszej, bądź po prostu, po ludzku nie przekręciła komunikatu. Ale zazwyczaj wierzy się osobom donoszącym, a nie osobom oskarżanym. A właśnie, bo kiedy się donosi, to zazwyczaj nic dobrego z tego nie wynika..

Nie wracam do przeszłości. Wiesz jaka jestem – chamska, wredna i niesympatyczna. Moje słowa często mają 3. dno, ale.. ale dlaczego doszukujesz się go akurat w tych, które są żartobliwe, płaskie, płytkie? Trudno zrozumieć człowieka, łatwo mu przypisać daną postawę.

Jak zachowa się książę, gdy znajdzie się wśród plebsu? Zacznie zachowywać się jak oni, czy też zachowa swój szlachetny bon ton? Zapewne obydwie opcje zostaną skrytykowane. Dlaczego? Bo książę jest zbyt silną postacią, żeby go chwalić. Księciu się zazdrości. Patrząc na księcia szuka się dziur, plam, niedogolonych policzków. Zastanów się,  czy warto uwierzyć wieśniakowi, który raz zauważył wypalony ślad w rękawie księcia. Może to był tylko cień, a umysł wieśniaka pragnącego w końcu mieć co mu wytknąć wyprodukował sobie resztę?

Straciłam jedną osobę z załogi. Dziękuję za owocną współpracę i życzę powodzenia na nowej drodze życia.

Definitywnie zmieniam środowisko. Uczę się na błędach, nawet cudzych.

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Co jakiś czas nachodzi mnie przerażający Smęt, który chce bezceremonialnie wkroczyć w moje myśli i zająć ich przerażająco dużą część. Moje myśli, jak niezbyt powszechnie wiadomo, ogromnie szybko galopują i powstrzymać je niełatwo. Dlatego też wyrzucam Smęta za drzwi pokoju, za okno, za róg. Ale co z nami będzie jak znajdziemy się na zakręcie? P

Reguły są po to, żeby je łamać, jak przekornie głosi wymyślona na rzecz nieomylnych ludzi formuła. Niestety, jak to bywa z takimi regułami, nie pasuje mi ona. Nie ma filozofii życia, jest tylko technika. Technicznie więc rzecz biorąc, nie powinno się łamać reguł dla zasady, bo szlag trafi wszystko. Zresztą, nad czym ja się rozwodzę – przecież wszystko i tak zostało stworzone, powiedziane, wymyślone na potrzeby mechanizmów obronnych. Sami siebie tłumaczymy, sami siebie usprawiedliwiamy, sami sobie wymyślamy wymówki. Niektórzy idą dalej i tłumaczą innych, innych usprawiedliwiają i innym wymyślają wymówki. Ktoś młodszy, nieświadomy i bardzo chętny zgłębienia tajemnic świata bierze się za ten shit i nieświadomie wchodzi w koło – dalej tłumaczy, usprawiedliwia, wymyśla. Jednak życie z jedną w miarę sprawnie działającą półkulą mózgu jest bardziej pociągające.

Nie warto walczyć, gdy nikt nie patrzy, nie warto pisać gdy nikt nie czyta. Żaden autor twierdzący, że pisze dla siebie i nie obchodzą go czytelnicy nie jest szczery. Owszem, każdy tworzy dla siebie – ale nie chodzi tu tylko o zapisanie kilku stron taniego zeszytu 60kartkowego, ale o reakcje ludzi czytających.

Akceptacja zawsze dla mnie była domeną ludzi słabych. Zmieniłam zdanie – tylko cholernie silna bestia potrafi zaakceptować każdą sytuację. Owszem, przejść z czymś do porządku dziennego – łatwizna. Lecz sprawić, by coś nie siedziało w kącie ostatniej szufladki po prawej stronie i nie wyłaziło na wierzch o 1:37 w nocy.. już gorzej. Nie ma dla mnie nic gorszego niż bezsilność. Fakt faktem – zawsze można coś zrobić i o tym jestem przekonana. Tylko nie zawsze jakiekolwiek wyjście jest właściwym wyjściem. Czasem lepiej poczekać w przedpokoju aż kochanka męża schowa się w szafie, niż wejść i nakryć ich na gorącym uczynku. Ehh przykład chyba ma się do tematu bezsilności jak pięść do parapetu, ale musi zostać. Bo pokazuje, że lepiej mi było się nie ośmieszać i nie podawać przykładu, niż silić się na byle co. [Właśnie podanie przykładu zostało wykorzystane jako właściwy przykład] W każdym razie – lepiej przełknąć brak dobrej opcji i przejść do wyższej szkoły akceptowania trudnych warunków, niż na siłę zmieniać sytuację choć wiadomo, że może być tylko gorzej. Nie, nie mówię tu o porzucaniu szans – mówię tylko o nie myleniu szansy z pułapką.

Mówi się, że zawsze dobrze na coś czekać. Eetam, dla niecierpliwego człowieka to tylko kolejny problem. Lepiej pomyśleć o kolejnym odcinku Mody na sukces – przynajmniej pewne, że niedługo zostanie wyemitowany.

- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – - – — – - – -

Mhm, usłyszałam ostatnio ciekawe zdanie, a dokładniej zarzut.

Kurwa! Zachowujesz się gorzej niż kurwa! Bo i kurwy kogoś szanowały..

Prawda? Nie wlepiam tego w kanon opisu mojej osoby, ale.. we wszystkim jest ziarnko prawdy (podobno). Obejrzyjcie inne beczki ->

Musiałam pójść.

Poszłabym spać.

Spałabym marząc.

Marzyłabym wiedzieć.

Wiedziałabym widząc.

Widziałabym będąc.

Byłabym żyjąc.

Żyłabym mogąc.

Mogłabym chcieć.

Chciałabym dać.

Dałabym biorąc.

Brałabym stojąc.

Stoję i pójdę.

Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy.

Mało osób umie uszanować Ciało i Krew Jezusa. Kto idąc do ołtarza wierzy, że za chwilę będzie miał w ustach zmartwychwstałego Brata? Wiara czyni cuda – nic dziwnego, że za dużo cudów nie ma..

Jestem.

Taka sama, nie zawsze, przeważnie.

Dla Ciebie inna, dla niego taka sama.

Widzę gdy patrzę? Nie zawsze, nie zawsze.

Potępiaj, potępiaj – bez tego nie zasnę.

Komentarz, natura, zły urok zająca.

Urojenia w mej głowie.

bezkońcabezkońca

Chwalebna idea, obłąkańcze drgania.

Cichego światłowstręt urąga wygnania.

Not to be.

Bezbłędnie szalony rachunek mniejszości niewielkiej nie mógł się oprzeć słabości.

Najbardziej pożądane są właśnie wady.

Kochamy ludzi za krzywy nos, za skłonność do kłamliwości, za wielki tyłek, za chamstwo. Przesadzam, wiem, jak zawsze przy generalizacji. Generalizacje nie są złe. Bez nich nie dałoby się teoretyzować, a więc nie dałoby się myśleć. Wracając, lubimy ludzkie wady. Ludzi, których największe wady są ich zaletami się boimy. Boimy się tak bardzo, że chcemy ich odsunąć, zniszczyć – tak bardzo przypominają o Boskiej nieomylności.

Tyranizuj.

Trzymaj silną ręką, nie daj się oszukać.

Nie da się rządzić w imię demokracji.

Trzystu nigdy nie wygrało swych racji.

Jedynak najlepszym władzy dziedzicem

bez chorych ambicji, przesmagany biczem.

Pacyfikację przeprowadzić – mordując opozycję, rodzinę opozycji i znajomych rodziny opozycji.

Niezgoda? Niezgodą zgodę się buduje

wiadomo kogo skrócić o głowę,

kiedy baranka na drzwiach nie wyrysował w porę.

Baranek ma dwie głowy?

A to ci heca!

Baranka zatrzymamy – właściciela do pieca.

Niszowa, niszowy, niszowe, niszowi.

Nie dziel sobą,

inny to zrobi.

Jedyność przysparza człowiekowi wielu kłopotów. Najlepszy jedynak musi mieć ogromny kontakt ze swoimi poddanymi. Obywatele muszą czuć ciągłą obserwację, ciągła kontrolę – inaczej zaczną sobie czcić bożków z brązu. Bóg miał trzy osoby. Jedynak praktycznie też – ustawodawca, wykonawca i egzekutor.

Wzięło się to wszystko, jak zazwyczaj, z mojej głowy. Za dużo historii się tam ostatnio gnieździ. A propos, 20/20 z pracy z histy P Przy 4 i 3 z testu i tekstów źródłowych to jednak mały sukces, ale sam fakt się liczy. Dajcie mi na maturze taki temat! No prrroszę D

A wiecie, że większość Małgorzat – czy to księżnych czy królowych czy arystokratek – była bezpłodna? A te co już były płodne rodziły jednego okrutnego synalka. Ciekawa perspektywa..

Jutro Rada. Jakoś mnie to średnio nosi, obowiązek obowiązkiem – trzeba to trzeba. Posługa dla ludu i te sprawy – jednak trzeba odpowiedzialnie piastować swoje funkcje.

Ostatnio moje ulubione powiedzonko (wiem, wiem, że Komuś zabrane P ):


NIEKTÓRYCH RZECZY NIE PRZESKOCZYSZ!

Może nie całkowite, ale jednak pogodzenie się z losem najbardziej procentuje. Wkurwiać się tylko po to, żeby potem i tak nie zobaczyć pożądanych efektów? Heh, z tego pieca już mi chleba wystarczy. Próbujemy czegoś innego – działania na full, ale z realnym rozpatrywaniem wszystkich czynników stymulujących.

Brawissssimo D